Civil War (reż. Alex Garland) – recenzja filmu

Moje relacje z dziełami Alexa Garlanda są pełne skrajności. Bardzo podobała mi się Ex Machina, ciekawym doświadczeniem był dla mnie serial Devs. Jednak całkowicie nie przypadła mi do gustu Anihilacja. Nie widziałem jedynie Men, bo połączenie dreszczowca z Garlandem i tym, co zobaczyłem na zwiastunach, jakoś mnie nie przekonało. Jednak Civil War nie mogłem sobie odpuścić – lubię klimaty political fiction oraz historii alternatywnej. Dlatego po zobaczeniu pierwszej zajawki wiedziałem, że ten film muszę zobaczyć i szedłem do kina z nadzieją, że tym razem Garland stanie na wysokości zadania. I muszę przyznać, że nawet mu się to udało.

Civil War - obóz dla uchodźców
Źródło: A24

Fabuła

Fabuła osadzona jest w Stanach Zjednoczonych w naszych alternatywnych czasach bądź w bardzo niedalekiej przyszłości. W kraju toczy się tytułowa wojna domowa. Nie dowiemy się jednak dlaczego wybuchła labo ile już trwa. Informacje na jej temat są widzowi mocno poskąpione. Wiadomo jedynie, że obecny prezydent USA stał się faszyzującym dyktatorem, a Kalifornia i Teksas (Western Forces – Siły Zachodnie) się zbuntowały i wspólnie postanowiły zbrojnie pozbyć się autokraty.

Tutaj od razu mała uwaga – Garland przyznał, że specjalnie połączył wspólnym celem te dwa skrajne stany, aby podkreślić, że dla wyższego celu nawet tak różniące się regiony mogą się zjednoczyć dla wyższego dobra. Tak, wiem, nieco naiwne, ale muszę przyznać, że nawet mnie to tłumaczenie przekonuje.

Wiadomo też, że wojna powoli dobiega końca, a Siły Zachodnie podchodzą już pod Waszyngton. W tych realiach poznajemy grupę reporterów wojennych. Jest tutaj pełen przekrój: doświadczona fotoreporterka Lee, dziennikarz Joel, podstarzały i wybierający się na emeryturę Sammy oraz młodziutka, wpatrzona w Lee Jessie. Pierwsza dwójka wybiera się do oddalonego o jakieś 700 mil Waszyngtonu z misją zrobienia ostatniego wywiadu z el Presidente. Dołącza do nich Sammy, który ma po prostu po drodze i chce podwózki. A młoda – wiadomo – chciała podążać za swoją idolką, mając nadzieję że się czegoś od niej nauczy i lepiej ją pozna.

Civil War - Joel (Wagner Moura)
Źródło: A24

I tak drużyna pierścienia… znaczy aparatu fotograficznego jedzie wielkim SUVem do stolycy poprzez wschodnie stany. Jak można się spodziewać, podczas podróży są świadkami tego, co wojna zrobiła z krajem oraz przede wszystkim mieszkańcami USA. Razem z nimi widz jest świadkiem zezwierzęcenia żołnierzy, brutalnych i krwawych walk oraz ciężkich warunków w obozach dla uchodźców. Jednocześnie możemy łyknąć ciężkiego zawodu jakim jest reporter wojenny.

Najlepiej widać to poprzez kontrast młodziutkiej niedoświadczonej Jessie oraz starej wyjadaczki Lee, która zrobiłaby zdjęcia swojej śmierci, jeśli tylko byłaby w stanie to zrobić. Widać, jak dziennikarze narażają swoje życie dla jednego dobrego ujęcia walk, podczas przemiatania obok ich głowy kul z broni palnej. Bez żadnego wyrazu na twarzy dokumentują zbrodnie wojenne i ludzkie dramaty. A widz zastanawia się, czy naprawdę jedno dobre zdjęcie jest warte narażania swojego życia i obrośnięcia w grubą nieprzeniknioną skórę, aby emocje nie namieszały takiemu reporterowi za bardzo w głowie.

Civil War - obóz Wojsk Sił Zachodnich
Źródło: A24

Pozytywne aspekty Civil War

Najnowszy film Garlanda ogląda się bardzo dobrze. Pomysł na głównych bohaterów reporterów wojennych zadziałał tutaj doskonale z samą wstrząsającą i intrygującą (głównie dla Amerykanów) tematyką wojny domowej. Wybrzmiewa to tym mocniej biorąc pod uwagę obecną sytuację geopolityczną na świecie. Obrazy wojny wstrząsają i szokują, a my widzowie, będąc niejako piątym pasażerem Forda Excursiona, wczuwamy się mocno w to, co dzieję się na ekranie. Do tego dobór głównych bohaterów jest na tyle sprytny, że każdy znajdzie w tym ogromnym SUV-ie kogoś, z kim mógłby się utożsamić.

Przez dobrze zbudowany klimat czas w kinie zlatuje bardzo szybko. Trzeba mieć też na uwadze, że nie jest to film wojenny, a film drogi. Oczywiście jest kilka dynamicznych scen batalistycznych, a raczej potyczek, które reporterzy próbują udokumentować. Jednak nawet podczas nich cała uwaga jest skupiona na głównych bohaterach. Świat przedstawiony też wciąga. Puste drogi, zniszczone autostrady przepełnione wrakami samochodów, pożary gdzieś tlące się na horyzoncie – dają klimat niczym z filmu postapokaliptycznego i podbijają przekaż okrucieństwa i bezsensowności wojny.

Civil War - Lee (Kirsten Dunst)
Źródło: A24

Nie obyło się bez wad

Jednak Civil War nie obszedł się bez wad, a zatem przechodzimy do marudzenia. Głównym moim zarzutem do filmu jest jego przewidywalność. Alex Garland, który w Ex Machinie chociażby potrafił zaskoczyć widza, tutaj scenariuszowo jest bardzo przewidywalny. Pewne sceny, o których pomyślałem na początku filmu, że być może zobaczę je na ekranie, faktycznie tam się znalazły. Tu nie było jednej strzelby Czechowa, ale w zasadzie cały oddział muszkieterów. Przykład? Proszę bardzo. Od pierwszej dłuższej wspólnej rozmowy Lee i Jessie wiedziałem, jaka będzie scena końcowa filmu.

Miałem wrażenie, że Garland poskładał sobie film drogi z bardzo zużytych już klocków, gdzie kluczem była podróż i wojna. To niestety momentami mocno kłuło w oczy. Sam przekaz filmu nieco moim zdaniem na tym ucierpiał, a co gorsza miałem poczucie, że scenarzysta skupił się tak bardzo na pokazaniu morału filmu, że nie skupił już się na fabule. Przez to mam przeświadczenie, że w Civil War czegoś mi zabrakło, takiego dopełnienia całego obrazu, jakiegoś zaskoczenia nie tylko okrucieństwem i ukazaniem istoty pracy reportera wojennego, ale samą historią.

Civil War - Jessie (Cailee Spaeny)
Źródło: A24

Ostatnie, na co chciałem ponarzekać, to same sceny bitew. Szczególnie finałowa, w samym Waszyngtonie. Militaria i walki były w Civil War bardzo hollywoodzkie. To znaczy ma jakoś to wyglądać dramatycznie, ale z prawdziwym obrazem pola bitwy niewiele już miało to wspólnego. Gdzie artyleria, gdzie lotnictwo, gdzie jakikolwiek ciężki sprzęt? Nie jestem jakiś wielkim ekspertem w tej dziedzinie, a już bolało mnie to, jak uproszczono ten aspekt. Wiem, to mógł być celowy zabieg, aby nie przysłonić głównej historii filmu. Ja jednak uważam to za spory błąd i można było pogodzić realizm z fabułą.

Civil War aktorami stoi

Niczego złego natomiast nie mogę powiedzieć na temat aktorów w Civil War. Jeśli ktoś oglądał Devs, to połowa obsady może okazać się bardzo znajoma i w zasadzie trudno się dziwić, bo znów dowieźli. Najlepsza moim zdaniem była jednak Kirsten Dunst oraz Wagner Moura, którego możecie znać przede wszystkim z roli Pablo Escobara z rewelacyjnego serialu Narcos. Oboje grają doświadczonych dziennikarzy u szczytu kariery, którzy wiedzą co robią i otorbili się już na tyle dobrze, że niewiele z tego co widzą na wojnie jeszcze ich rusza. Ale najciekawsza była ich przemiana na ekranie, kiedy jednak spotkały ich wydarzenia, które potrafiły złamać nawet ich.

Civil War - dzielny Ford Excursion
Źródło: A24

Jeszcze jeden niemy, ale pięknie mruczący bohater Civil War

Nie byłbym sobą, gdybym nie docenił jeszcze jednego bohatera, a zarazem aktora tego filmu, czyli wspomnianego już przeze mnie całkiem leciwego już Forda Excursiona. Ten jeden z największych w swojej klasie samochodów osobowych dzielnie służył reporterom przez całą trasę do Waszyngtonu. I mimo tego, że to samochód na „F”, to nie zawiódł swoich towarzyszy w żadnym momencie.

Być może paliwożerna V8 (a może i V10, bo takie też montowano w tych wozach) nie jest najlepszym silnikiem na czas wojny, gdzie takie zasoby jak benzyna są reglamentowane, ale za to pancerność i niezawodność takiego silnika oraz prosta konstrukcja oparta na wyśmiewanej w Europie ramie zawiozła Lee i spółkę do celu mimo wielu przygód po drodze (np. zaliczona czołówka z drzewem). Krótko mówiąc: Stop Hybrid, Go V8! 😀

Podsumowanie

Wracając jednak do poważnych spraw… Civil War to moim zdaniem udana i bardzo dobrze zrealizowana produkcja, tym bardziej że kosztowała „zaledwie” 50 milionów dolarów (co i tak jest najdroższym filmem wytwórni A24). Przekaz filmu jest tutaj dostarczony w punkt, choć może zbyt łopatologicznie i przez to niestety ja wyszedłem z kina z poczuciem, że czegoś tutaj zabrakło. Mimo to film ogląda się z zaangażowaniem, bo ma sporo do zaoferowania.

Mimo że byłem na początku zawiedziony, że nie podano mi więcej szczegółów na temat tytułowej wojny domowej, to ostatecznie konstrukcja historii spowodowała, że aż tak mi tego nie brakowała. Gdyby jeszcze coś zrobić z tą bolesną przewidywalnością, to dostalibyśmy film o kilka oczek lepszy.

Civil War (reż. Alex Garland) – recenzja filmu
Tagi:
Avatar photo

Łukasz "Wookie" Ludwiczak

Uzależniony od planszówek i science-fiction wszelakiego. Często godzący oba nałogi na raz. Moja wielka piątka to Star Trek, Firefly, Expanse, Battlestar Galactica i Diuna. Na planszy interesują mnie cięższe klimaty a moim numerem jeden jest Eclipse. Członek Stowarzyszenia Klub Fantastyki Druga Era, zapalony kibic Formuły 1.