Kaskader (Fall Guy, reż David Leitch) – recenzja

Na wstępie muszę Wam się przyznać, że jestem fanem Davida Leitcha w zasadzie od samego początku jego kariery reżyserskiej. Już jego pełnometrażowy debiut, czyli Atomic Blonde, miał klimat i powiew świeżości w gatunku filmów akcji. Ale to Deadpool 2 – jak to mówią boomerzy – pozamiatał i spowodował, że Leitch stał się jednym z moich ulubionych reżyserów kina akcji. (😉) Potrafił nawet zreanimować trupa, jakim była franczyza Szybkich i Wściekłych i dał nam całkiem przyjemnego Szybcy i Wściekli: Hobs i Shaw. Potem przyszedł czas na kolejny mój zachwyt, czyli Bullet Train, który był dla mnie po prostu rewelacyjny i trafił na naszą top 5 najlepszych filmów 2022 roku. Sami więc rozumiecie, że Kaskader był na moim celowniku od pierwszego teasera wypuszczonego do sieci.

Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że jest to film inspirowany serialem z lat 80-tych o tym samym tytule. Chyba akurat tego produktu wspomnianego cudownego okresu telewizja krajowa nam poskąpiła, a przynajmniej sobie nie przypominam jego emisji. Dlatego fabuła wydała mi się bardzo oryginalna i ciekawa. Do tego za reżyserię zabrał się właśnie David Leitch, czyli nomen omen były kaskader, a w rolach głównych topowe gwiazdy: Ryan Gosling, Emily Blunt, Aaron Taylor-Johnson i Hannah Waddingham. No nie było wyjścia, ten film musiałem obejrzeć i… jest całkiem dobrze, choć nieco się zawiodłem…

Kaskader - plan zdjęciowy Metalstorm
Źródło: Universal Pictures

Fabuła

Zacznijmy jednak od początku, czyli tradycyjnie od zarysu fabuły. Tytułowy kaskader, główny bohater filmu, to Colt Seavers grany przez Goslinga. Jest on fachowcem najwyższej klasy w tym, co robi. Jest też totalnie zakochany w rozpoczynającej dopiero swoją karierę reżyserce Jody Moreno, w którą wciela się Emily Blunt. Wszystko było pięknie: dobra praca, którą kocha wykonywać, z dziewuchą mu się układa. Żyć nie umierać. No i właśnie… W tym momencie prawie umarł. Wiadomo kaskader to zawód podwyższonego ryzyka – na planie zdarzył się wypadek, Colt przeżył, ale złamał kręgosłup, co doprowadziło ostatecznie do tego, że zarzucił fuchę wyczynowca w filmach.

Na półtora roku odciął się od wszystkich w tym również od Jody, co oczywiście dość negatywnie wpłynęło na ich dopiero co pączkujący związek. Niespodziewanie kontaktuje się z nim producentka Gill (Hannah Waddingham), z którą regularnie w przeszłości współpracował i po dłuższych namowach ściąga Colta na plan filmu Metalstorm do Australii. Nasz kaskader dał się oczywiście namówić tylko dlatego, że reżyserem tegoż kandydata na blockbustera jest Jody, a Gill skłamała, że to na jej wyraźną prośbę się z nim skontaktowała.

Kaskader - Gwiazdor Tom Ryder w reklamie swoich perfum
Źródło: Universal Pictures

Po co tak naprawdę Gill ściągnęła Seaversa na plan filmu? Otóż zaginęła główna gwiazda produkcji Tom Ryder, którego był w zasadzie etatowym dublerem. Ponieważ panowie znali się dobrze, więc Colt ma dużą szansę ogarnąć to, co Tom robił i gdzie teraz jest. Producentka natomiast nie chce angażować policji, bo śledztwo z pewnością zamknęło by plan filmowy na dłuższy czas, a i tak już przewaliła budżet. Wiadomo jednak, że Ryder zadawał się z jakimś szemranym towarzystwem. Zatem postanowiła zatrudnić do roboty dublera, którym i tak nikt się nie interesuje i jak mu się coś stanie, to nikt po nim nie będzie płakał – jej słowa, nie moje.

Jest to tylko zarys fabuły, bo dzieję się w filmie naprawdę dużo. Jest sporo twistów, nie mówię, że jakoś mocno zaskakujących, ale jednak są. Historia jest tutaj raczej prosta, jak przystało na akcyjniaka, ale też nie uwiera prymitywizmem. Na dodatek fabuła ma tutaj niejako dwa wątki, które walczą na ekranie o tytuł tego głównego. Mamy zatem kryminalny wątek poszukiwania aktora oraz wątek miłosny związany z Coltem i Jody. Dla mnie jest to jeden z głównych problemów filmu. Bo z jednej strony Kaskader nie może się zdecydować czy jest komedią romantyczną czy komedią akcji. Z drugiej odczuwałem podczas seansu spore przestoje i rwane tempo, które mnie nieco wybijało z rytmu.

Kaskader - Colt zaczyna widzieć jednorożce
Źródło: Universal Pictures

Kaskader: Trybut

Jedno na pewno trzeba Kaskaderowi oddać – David Leitch zrobił z tego filmu niejako trybut dla kaskaderów i ogólnie ekipy technicznej obsługującej plan zdjęciowy. Widać to wyraźnie nie tylko w fabule filmu, ale też w realizacji. Mamy tutaj doskonałe numery kaskaderskie, które są w kontekście historii przedstawionej na ekranie wręcz przerysowane. Jednak z drugiej strony jest to w końcu film o kaskaderze, dlatego wszystko jest tutaj na miejscu. Sekwencje pościgów i walk robą świetne wrażenie od strony technicznej, ale też wzbudzają uśmiech na twarzy patrząc w jakich okolicznościach w filmie mają one miejsce.

Mój faworyt to sekwencja walki w klubie nocnym, po tym jak Colt w żółtym walącym po oczach wdzianku spożył odpowiednie substancje, a wszystko oblane jest ultrafioletem, w tle są jednorożce, które nasz bohater widzi i walczy z drabami jakiegoś lokalnego gangusa. Zresztą motyw z jednorożcem potem jeszcze się przewija w kolejnych scenach, aż narkotyk przestanie działać. Rewelacja. Nienajgorsza była też scena, którą też trochę widać w zwiastunie, czyli walka w kontenerze na odpady – techniczny majstersztyk. Generalnie widać, że reżyser zna się na praktycznych FX-ach i kocha ten temat.

Kaskader - reżyseria
Źródło: Universal Pictures

Efekty specjalne to jedno, ale na uwagę zasługuje genialny montaż. Już w Bullet Trainie ten aspekt realizacji filmu błyszczał u Lietcha, ale tutaj to coś wspaniałego. Największe uznanie u mnie zdobyła scena z tak zwanym split screenem – czyli ekranem podzielonym na pół, kiedy to dwóje głównych bohaterów rozmawiają przez telefon. Realizacyjna perełka, a na dodatek sporo w tym autoironii. Swoją drogą ten dystans do samego siebie i swojego gatunku filmowego przewija się w Kaskaderze cały czas, co – musze przyznać – mocno przypadło mi do gustu. Odnosiłem wrażenie, że jest to już bardzo bliskie łamaniu czwartej ściany, ale utrzymane w ryzach. Jest to zabieg subtelniejszy, ale tu bardzo pasuje – powiedzmy, takie pukanie w czwartą ścianę.

Kaskader: Fanservice

Kaskader to też kopalna nawiązań, których na pewno nie wyłapiecie wszystkich po jednym seansie. Osobiście lubię takie mrugnięcia okiem do widza. Najlepsze jest to, że ester eggi pojawiają się na wielu płaszczyznach. Gdzieś pojawia się znany motyw muzyczny – na przykład z kultowego Miami Vice. Często w dialogach postacie wspominają o jakimś tytule – że ktoś komuś spuścił łomot jak w Jasonie Bournie, albo jest jak Harison Ford w Ściganym. Ale to nie wszystko, bo przez cały film przewija się motyw chociażby sticky notes, które są jawnie są porównane do Memento Nolana. Jest też kilka cameo oraz mniej wyrazistych odwołań, jak chociażby do serialu Six Million Dolar Man (charakterystyczny efekt dźwiękowy) czy Powrotu do Przyszłości (w jednym z niszczonych kaskadersko samochodów prędkościomierz zatrzymuje się na 88 mph).

Kaskader - METALSTORM!!
Źródło: Universal Pictures

Jest też sam film w filmie Metalstorm, który też jest ciekawy sam w sobie. Przede wszystkim taki film naprawdę istnieje i występuje w nim nawet główny tekst, wykorzystywany w Kaskaderze o „samym południu na końcu wszechświata”. Do tego stylistyką i ścieżką dźwiękową mocno nawiązuje do Diuny Denisa Villeneuve’a. No i najważniejsze, jest świetnym komentarzem do jakości wielu blockbusterów, jakimi ostatnimi laty raczy nas Hollywood.

Podsumowanie i przemyślenia

Wspomniałem na początku tego tekstu, że Kaskader nieco mnie zawiódł. Jest tak głównie ze względu na brak jednoznacznej tożsamości, o której wspomniałem wyżej. Cierpi na tym tempo akcji i czas trwania samego filmu. Kaskader trwa dwie bite godziny i wydaje się, że spokojnie nie zaszkodziłoby mu skrócenie o pół godziny. Te wahania tempa mocno wybijają z rytmu. Na dokładkę dochodzi ostateczna finałowa akcja – jest po prostu zbyt głupawa, nawet jak na tak przerysowany film.

Jednak nadal jest to bardzo solidny film akcji. Podoba mi się w nim autoironia i fakt, że jest on celowo mocno przerysowany. Nie przeszkadzałby mi nawet wątek miłosny, gdyby nieco zmienić jego dynamikę. Mamy tutaj doskonałe sceny kaskaderskie i świetny montaż, które świetnie ogląda się w kinie. Ja sam byłem w IMAX i polecam. Aktorsko również jest tu bardzo dobrze, ale nie ma co się dziwić przy tej klasy reżyserze i aktorach, ciężko aby było inaczej.

Kaskader - Colt Seavers w akcji
Źródło: Universal Pictures

Jest to dobry film dla par – łączy w sobie elementy komedii romantycznej i komedii akcji. Trochę podobnie jak to było z Bez Urazy, jednak tu zamiast głupawej komedii mamy lanie się po gębach i dużo wybuchów, a wątek miłosny jest jakiś subtelniejszy i bardziej wiarygodny. Trzeba jednak mieć na uwadze, że nie jest to aż tak udany film jak Bullet Train, o Deadpoolu 2 nie wspominając. Zdecydowanie nie jest to jednak zły czy słaby film i raczej będziecie się na nim dobrze bawić.

Kaskader (Fall Guy, reż David Leitch) – recenzja
Tagi:    
Avatar photo

Łukasz "Wookie" Ludwiczak

Uzależniony od planszówek i science-fiction wszelakiego. Często godzący oba nałogi na raz. Moja wielka piątka to Star Trek, Firefly, Expanse, Battlestar Galactica i Diuna. Na planszy interesują mnie cięższe klimaty a moim numerem jeden jest Eclipse. Członek Stowarzyszenia Klub Fantastyki Druga Era, zapalony kibic Formuły 1.