Akolita, Sezon 1, odcinek 3 – recenzja

Jest gorzej niż źle. Albo patrząc inaczej: jest tak źle, że aż śmiesznie. To chyba zależy od tego, ile wypiło się przed seansem… Start serialu Akolita nie był najlepszy, bo w zeszłym tygodniu wiało nudą i przewidywalnością oraz niekonsekwencją. Ale to, co się odpierdoliło w trzecim odcinku powoduje, że tracę wiarę w jakiekolwiek umiejętności scenarzystów, kontroli, showrunnerki, producentów czy obsady… Ale po kolei…

Retrospekcja

Cały trzeci odcinek jest powrotem do wydarzeń dziejących się 16 lat przed tym, co zobaczyliśmy w dwóch pierwszych epizodach. Scenarzyści starają się nam pokazać, co też stało się takiego, że Osha i Mae wyrosły na kobiety, które zobaczyliśmy wcześniej i już to samo w sobie jest takim małym, niepozornym minusem, który zauważam. Po prostu według mnie retrospekcje stały się we współczesnych serialach mocno nadużywanym środkiem artystycznym. Rzadko kiedy wnoszą coś ciekawego do opowiadanej historii i jakoś ją rozwijają. To jednak jest pikuś.

Akolita: Jam ci jest wiatropylna Matka!
Źródło: Disney+

Bliźniaczki za młodu były wychowywane przez sabat lesbijskich czarownic. Czarownice uciekły na planetę Brendok, żeby tam w spokoju żyć nie będąc niepokojonym. Przez kogo? Kto im zagrażał? Jak wielkie było to niebezpieczeństwo? Tego nam nie powiedziano. W każdym razie czarownice posługują się jakąś formą Mocy i ta Moc.. a raczej „Nić” – jak ją nazywają – pozwala im tworzyć życie z niczego. Tak po prostu! Jedna z czarownic mówi w pewnym momencie, że była w ciąży z bliźniaczkami, a druga – szefowa zwana tam „Matką” – że bliźniaczki stworzyła. No więc mamy kolejne niepokalane poczęcie w Gwiezdnych Wojnach i od razu mówię, że za pierwszym razem też mi się to nie podobało. Pomysł, że Anakin Skywalker był spłodzony przez Moc był kiepski, ale przynajmniej sprawiał, że postać Anakina była wyjątkowa i pasowała do roli kogoś, kto według przepowiedni przywróci równowagę Mocy. Jeśli jednak sytuacja się powtarza, to wiatropylność przestaje być czymś szczególnym.

Czarownice chcą przeprowadzić ceremonię Ascendencji, którą miałyby przejść Osha i Mae. Na czym to polega i jakie jest tego znaczenie? Nie wiadomo. Kto by się przejmował takimi drobiazgami. Ważne, że Mae bardzo tego pragnie, a Osha zdecydowanie nie. Sama ceremonia wygląda, jakby wiedźmy nawąchały się czegoś zakazanego – machają łapami, przewracają oczkami i bujają się niczym naćpane. Wygląda to… dziwnie…

Akolita: Unga bunga!
Źródło: Disney+

Konsekwencja, głupcze!

Ceremonia nie do końca się udaje. Mae ją przechodzi, ale już „ascendencję” Oshy przerywa czwórka Jedi, która pojawia się znikąd, żeby poprosić o możliwość wykonania testu na padawana na dziewczynkach. I tu muszę mocno podkreślić jedno słowo: poprosić. Dokładnie takie słowo padło w dialogu. To oznacza, że szefowa czarownic mogła odmówić, prawda? Jeśli nie ufała Jedi i nie chciała, żeby bliźniaczki ją opuściły, to mogła po prostu powiedzieć „nie”. Ale jednak się zgodziła. A potem kombinowała, jak uwalić test. Nawet posunęła się do nakazania dziewczynkom podawania błędnych odpowiedzi. No przecież to jest głupie, jak cholera.

Mae oszukuje i testu nie przechodzi, ale Osha – pragnąca wyrwania się z Brendok – przechodzi test śpiewająco, co oczywiście jest nie na rękę siostrze, która wpada w szał. I teraz uwaga, bo będzie grubo. Mae zamierza ze złości zabić Oshę! Czarownice mieszkają w osadzie wykutej w jakiejś górze, czy wygasłym wulkanie. Co robi wkurzona Mae? Zamyka siostrę w pokoju i stojąc na korytarzu podpala jakąś książkę. Nie wiem, z czego są zrobione drzwi do pomieszczenia, ale dość szybko zajmują się ogniem. Podobnie jak futryna i kamienne ściany, a także kawałek skalnej posadzki.

Akolita: Ktoś tu nie umie pokazać Jedi tak, jak to robiono w trylogii Jerzego Lucasa
Źródło: Disney+

Osha ucieka jakimś tunelem, który za cholerę nie wiadomo po co był zrobiony i do czego miał służyć, ale prowadzi ją do ogromnej jaskini z jakimś generatorem, czy innym urządzeniem wielkości kilku pięter. Widać pożar, a sam generator oczywiście strzela błyskawicami i wybucha. Wszystko się rozpada i pali, wstrząsy, dosłownie apokalipsa wewnątrz góry. Tam na pomoście nad przepaścią spotyka siostrę, co skutkuje usłyszeniem wyżygu dialogowego:

  • – Coś ty zrobiła?
  • – Coś TY zrobiła?
  • – Coś TY zrobiła?!

Dialogi przednie, prawda? Co było do przewidzenia – pomost się zawala, a obecnemu na miejscu Jedi udaje się uratować tylko Oshę. Razem uciekają przez wykute w skale korytarze, mijając pożogę i sporą liczbę trupów czarownic, które nie wiadomo jakim cudem straciły życie. Ktoś je zabił? Udusiły się? Spłonęły? Nie miały śladów poparzeń, więc nic nie zostaje wyjaśnione poza tym, że cała osada zostaje zniszczona i prawie nikt nie ratuje życia z pożogi. I to wszystko od zapalenia jednej książki.

Wniosek: mieszkanie w łatwopalnej skale może być szkodliwe dla życia i zdrowia.

Akolita: Papier podpalający skałę i tunel z dupy
Źródło: Disney+

Akolita to dno i metr mułu

Serial Akolita jest zły. To poziom Star Trek: Discovery, co już jest sztuką samą w sobie. Tu nic nie ma sensu, a scenarzyści – zamiast starać się wyjaśnić motywację postaci i uwiarygadniać to, co widać na ekranie – starają się dojść do jakiegoś zamierzonego celu bez składu, ładu i konsekwencji w zachowaniu bohaterów czy świata przedstawionego. Szczerze mówiąc w dupie mam to, czy sabat czarownic to lesbijki, czy nie. Kompletnie nie rozumiem natomiast, dlaczego w pewnym momencie mówi się czy robi jedno tylko po to, żeby po chwili kompletnie temu zaprzeczyć. Showrunnerka zamówiła ogromny pożar, to będzie miała ogromny pożar! A że skała zajęła się od płonącej książki – kto by w to wnikał. Albo to, że nic by się nie stało, gdyby Matka po prostu powiedziała Jedi „Nie życzę sobie testów na tych dziewczynkach„.

Technikalia też nie są wcale takie dobre. Lokacje sprawiają wrażenie ciasnych. Bardzo często kamera skupia się na postaciach, przy czym tło stanowi jakieś pomieszczenie, w dodatku rozmyte. Mój syn stwierdził, że serial ma przez to „plastikowy” wygląd. Ja dodałbym: teatralny, bez rozmachu. Na koniec wspomnę o aktorstwie Leah i Lauren Brady, które wcielały się w bliźniaczki. Ja rozumiem… To młode i niedoświadczone aktorki, ale w takim razie reżyser powinien je jakoś poprowadzić. A tutaj nic takiego nie miało miejsca. Siostrzane niesnaski są sztuczne, w dodatku pompowane naprawdę głupimi dialogami.

Szczerze mówiąc nie wiem, czy dam radę kontynuować oglądanie. Serial Akolita to dno. Ale mój syn stwierdził, że dla beki i śmiechu można robić to dalej i może ma rację. To coś można oglądać tylko dla jaj.

I jeszcze jedno: co robi showrunnerka w sytuacji, gdy całe internety zgodnie oceniają serial Akolita jako gówno? Przeprasza i stara się cokolwiek wyjaśnić czy zmienić? Absolutnie. Zaczyna się oskarżanie fanów. Brawo! Mam pytanie: jeśli nie dla widzów i fanów, to dla kogo to jest robione?

Akolita, Sezon 1, odcinek 3 – recenzja
Tagi:        
Avatar photo

Paweł Śmiechowski

Fan dobrej fabuły, z naciskiem na twarde science-fiction. Miłośnik Star Treka i The Expanse, który nie pogardzi klasycznym polskim komiksem, np. Thorgalem. Prywatnie miłośnik melodyjnego rocka i bluesa, co uskutecznia na gitarze.