
Zanim pojawił się „Matrix” czy „Ready Player One”, był TRON. Film z 1982 roku, który zabrał widzów w cyfrowy świat komputerów i programów, zanim większość z nas miała w domu PC-ta. Dla wielu to produkcja kultowa – nie tylko ze względu na swoją estetykę, ale też rewolucję technologiczną, jaką wywołała.
O czym opowiada Tron?
Kevin Flynn, genialny programista, trafia do wnętrza komputera i musi zmierzyć się z cyfrowymi systemami w rzeczywistości, gdzie reguły gry są dosłowne. Świat przedstawiony w filmie to mieszanka wczesnej grafiki komputerowej, neonów i gier rodem z automatów – niezwykle świeża jak na tamte czasy wizja, która po latach nadal potrafi zachwycić klimatem i spójną stylistyką.
Wizualny majstersztyk, słabsza historia
„Tron” był pionierski pod względem efektów specjalnych – zastosowano wtedy techniki, które na początku lat 80. wydawały się wręcz niemożliwe. Od arenowych pojedynków i light cycle’ów po charakterystyczne „glitchowe” światło – to język wizualny, który na stałe wszedł do popkultury. Problem w tym, że za przełomową fasadą stoi historia, która nie zawsze wie, czym chce być: filozoficzną opowieścią o człowieku i maszynie czy prostą przygodówką. Dziś czuć też, że dialogi i prowadzenie postaci momentami odstają od nowoczesnych standardów.
Zobacz naszą recenzję
W Geekosferze rozkładamy Trona na czynniki pierwsze – od zachwytów nad efektami po fabularne potknięcia. Czy film po czterech dekadach nadal robi wrażenie, czy to już tylko ciekawostka z przeszłości? Pełną analizę i nasze wrażenia znajdziesz w wideorecenzji na YouTube
