Predators – powrót do korzeni czy zmarnowany potencjał?

„Predators” z 2010 roku zapowiadano jako film, który wreszcie przypomni, dlaczego kosmiczny łowca stał się ikoną kina science fiction. Nowa planeta, większa liczba Predatorów i grupa ludzi wrzucona w sam środek polowania – to wszystko brzmiało jak przepis na udany restart serii.

Po latach wróciliśmy do tego filmu, by sprawdzić, czy rzeczywiście spełnia on swoje obietnice. I niestety, odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Pomysł, który naprawdę intryguje

Największą zaletą „Predators” jest sam koncept. Zamiast kolejnego starcia na Ziemi dostajemy obcą planetę będącą jednym wielkim rewirem łowieckim. To rozwiązanie daje ogromne pole do popisu i faktycznie przez chwilę czuć tu ducha pierwszego „Predatora”.

Bohaterowie, którzy nie zapadają w pamięć

Niestety film szybko zaczyna tracić impet. Postacie, które powinny być kluczowe dla napięcia i emocji, są w większości jednowymiarowe. Trudno się nimi przejąć, a jeszcze trudniej kibicować im w walce o przetrwanie.

Predatorów więcej, ale napięcia mniej

Paradoksalnie, zwiększenie liczby Predatorów nie przekłada się na większe zagrożenie. Zamiast budować grozę i suspens, film często idzie w stronę szybkich, mało angażujących konfrontacji.

Nierówny seans

„Predators” to film pełen kontrastów – obok kilku naprawdę udanych scen mamy też momenty, które wyraźnie nie działają. To sprawia, że całość ogląda się raczej z ciekawości niż z autentycznym zaangażowaniem.

Dlaczego warto obejrzeć naszą recenzję?

W naszym materiale wideo szerzej omawiamy, gdzie dokładnie ten film się wykoleja, co mogło zadziałać lepiej i dlaczego „Predators” pozostaje jedną z bardziej problematycznych odsłon serii. Jeśli lubicie uniwersum Predatora – tym bardziej warto sprawdzić naszą opinię.

Pełną recenzję znajdziecie na naszym kanale YouTube.

Predators – powrót do korzeni czy zmarnowany potencjał?
Tagi: