Ekipa remontowa (The Wrecking Crew) – Bautista i Momoa w bardzo udanym akcyjniaku – Recenzja

Ekipa remontowa (The Wrecking Crew) to dokładnie ten typ filmu, który doskonale wie, czym chce być. Nie udaje ambitnego thrillera, nie próbuje zostać nowym „Ojcem chrzestnym” kina akcji i nie wciska widzowi wielkiej filozofii. To po prostu porządny, rozrywkowy buddy movie, który bierze znane elementy gatunku i składa je w coś naprawdę przyjemnego do oglądania.

W naszej recenzji na YouTube mówimy o tym wprost: to jeden z tych filmów, od których nie oczekuje się logiki, głębokiego sensu ani nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Tu chodzi o chemię między bohaterami, dobre tempo, trochę humoru, trochę rozwałki i poczucie, że twórcy rozumieją konwencję, w której się poruszają.

Bautista i Momoa robią robotę

Największą siłą filmu Ekipa remontowa jest duet Dave Bautista – Jason Momoa. I to nie dlatego, że obaj po prostu „dobrze wyglądają w akcji”. Chodzi o coś prostszego i ważniejszego: oni naprawdę mają między sobą ekranową chemię. Bautista jest tu bardziej stonowany, starszy, poważniejszy, a Momoa wnosi luz, szarżę i ten typ energii, który sprawia, że nawet najbardziej absurdalna scena potrafi zadziałać.

To właśnie ta relacja sprawia, że film ogląda się z przyjemnością. Bez niej całość mogłaby się rozsypać, bo fabuła – jak sami zauważamy w materiale – jest prosta jak budowa cepa. Ale w tym gatunku to nie wada. To część umowy z widzem.

Hawaje zamiast Nowego Jorku

Ciekawym elementem filmu jest też samo miejsce akcji. Zamiast kolejnego standardowego miasta dostajemy Hawaje, co już samo w sobie daje oddech i trochę świeżości. To detal, ale w kinie akcji takie detale robią różnicę. Dzięki temu The Wrecking Crew nie wygląda jak kolejny film sklejony z tego samego szablonu, tylko jak produkcja, która próbuje do znanej formuły dorzucić choć trochę własnego klimatu.

Film świadomy swojej konwencji

W naszej recenzji zwracamy też uwagę na to, że twórcy wiedzą, jaki film robią. Są tu przerysowani złole, jest absurdalny humor, jest scena walki Momoy z Yakuzą w ręczniku, jest nawet ten rodzaj mrugnięcia do widza, który mówi: „tak, wiemy, że to wszystko jest trochę głupie, ale chodźcie, bawmy się tym razem razem”.

I to działa. Nie ma poczucia, że oglądamy taśmowo produkowany akcyjniak, który ktoś wypchnął na streaming bez pomysłu. Jest raczej wrażenie, że to twórcy, którzy dobrze czują gatunek i potrafią się nim pobawić.

Szkoda, że nie w kinie

Jedna z rzeczy, która najmocniej wybrzmiewa w naszej rozmowie, to żal, że Ekipa remontowa nie trafiła szerzej do kin. To jest właśnie ten typ filmu, który w sali kinowej, z większym ekranem i nagłośnieniem, mógłby wejść jeszcze lepiej. Hawaje, sceny akcji, luz między bohaterami – wszystko to aż prosi się o bardziej „kinowy” odbiór.

Tym bardziej szkoda, że Amazon potrafi wydawać gigantyczne pieniądze na projekty, które nie zawsze dowożą, a tutaj dostał film, który naprawdę mógłby zbudować sobie wierną widownię.

Pełną opinię znajdziecie w naszej recenzji wideo

Jeśli lubicie kino akcji, buddy movie i filmy, które nie udają mądrzejszych niż są, to The Wrecking Crew zdecydowanie warto sprawdzić. W naszej recenzji na YouTube rozkładamy ten film na części: od chemii Bautisty i Momoy, przez hawajski klimat, aż po to, czy naprawdę mamy do czynienia z jednym z najlepszych akcyjniaków roku.

To nie jest pełna recenzja per se – pełne omówienie czeka w naszym materiale wideo. Tam dokładnie tłumaczymy, dlaczego ten film tak dobrze nam siadł i czemu, mimo prostoty, daje po prostu bardzo solidną rozrywkę.

Jeśli chcecie sprawdzić, czy Ekipa remontowa faktycznie zasługuje na miano jednego z ciekawszych akcyjniaków ostatnich miesięcy, koniecznie odpalcie naszą recenzję na kanale Geekosfera.

Ekipa remontowa (The Wrecking Crew) – Bautista i Momoa w bardzo udanym akcyjniaku – Recenzja
Tagi: