Star Trek: Starfleet Academy odcinek 8 – „The Life of the Stars”. Recenzja

Ósmy odcinek Star Trek: Starfleet Academy pt. „The Life of the Stars” to bardzo dobry przykład tego, co w tym serialu działa tylko połowicznie. Bo z jednej strony naprawdę widać tu potencjał. Z drugiej, ten potencjał po raz kolejny zostaje rozmieniony na drobne.

W naszej recenzji na YouTube najmocniej wybrzmiewa jedna rzecz: problemem tego serialu nie jest brak pomysłów. Problemem jest to, że twórcy bardzo często wybierają najbezpieczniejszą możliwą drogę.

https://youtu.be/NWJN0YB_QgA

Tilly wraca i od razu robi… teatrzyk

Powrót Tilly powinien być dla tego serialu wydarzeniem. W końcu to postać, która była promowana jako jedno z ważniejszych nazwisk całego projektu. Tymczasem jej wejście do odcinka 8 sprowadza się do rozwiązania problemu traumy kadetów w najbardziej sztampowy teen-dramowy sposób z możliwych: zakładamy kółko teatralne i przepracowujemy emocje przez sztukę.

Sama idea nie byłaby jeszcze tragedią, gdyby stało za nią coś więcej. Ale tutaj wszystko jest podane bardzo szkolnie, bardzo bezpiecznie i bardzo przewidywalnie. Zamiast prawdziwego ciężaru emocjonalnego dostajemy motyw, który widzieliśmy już dziesiątki razy w innych serialach młodzieżowych.

SAM ma lepszy wątek niż większość żywych bohaterów

Paradoksalnie dużo ciekawiej wypada drugi wątek, czyli historia SAM. To właśnie tutaj pojawiają się elementy, które faktycznie mogłyby pachnieć klasycznym Star Trekiem: nowa forma życia, nowe pytania, moralny dylemat, trochę tajemnicy i nawet drobne nawiązania do dawnych odcinków z Voyagera.

Obok tego mamy też Tarimę, której historia mogła zostać wykorzystana znacznie lepiej. I właśnie tutaj wraca największy problem odcinka: zamiast pójść szerzej w świat, kulturę i konsekwencje, serial znowu odbija w stronę prostszego, bardziej bezpiecznego rozwiązania.

Największy zarzut? Brak odwagi

W naszym materiale mocno wybrzmiewa też coś jeszcze: Starfleet Academy znowu boi się eksploracji. Gdy pojawia się nowa rasa, nowa planeta, nowe możliwości pokazania nieznanej cywilizacji – serial natychmiast odskakuje w bezpieczny rejon. Zamiast budowania świata dostajemy kolejną szkolną historię. Zamiast klasycznego trekowego „to boldly go” mamy znowu bardzo ludzki, bardzo lokalny, bardzo ograniczony dramat.

I właśnie przez to ten odcinek irytuje bardziej niż powinien. Nie dlatego, że jest kompletnie fatalny. Tylko dlatego, że człowiek widzi, ile lepszego serialu mogłoby się z tego urodzić.

Za mało Star Treka w Star Treku

To chyba najlepsze podsumowanie tego epizodu i, szerzej, dużej części całego sezonu. W Starfleet Academy często czuć, że twórcy znają materiał źródłowy, wiedzą, czym kiedyś był Star Trek i potrafią nawet rzucić niezłym nawiązaniem czy pomysłem. Ale później bardzo często zatrzymują się o krok za wcześnie.

Zamiast pójść dalej w eksplorację, w nowe rasy, w nowe idee i w science fiction z prawdziwego zdarzenia, skręcają w stronę bezpiecznego teen dramatu. I to właśnie boli najbardziej.

Pełną recenzję znajdziecie na naszym kanale

W naszym materiale wideo rozkładamy odcinek 8 na części pierwsze: od Tilly i szkolnego przedstawienia, przez SAM i jej problem, aż po większy problem całego serialu – czyli to, że w Starfleet Academy zwyczajnie bywa za mało Star Treka.

Jeśli chcecie zobaczyć pełną, geekosferową analizę tego odcinka, koniecznie odpalcie naszą recenzję na YouTube. Tam rozwijamy wszystkie te wątki dużo szerzej i punktujemy zarówno to, co jeszcze da się tu obronić, jak i to, co naprawdę zaczyna nas już męczyć.

https://youtu.be/NWJN0YB_QgA

Dajcie znać: dla Was „The Life of the Stars” był jeszcze obiecujący, czy już po prostu kolejnym przykładem zmarnowanego potencjału?

Star Trek: Starfleet Academy odcinek 8 – „The Life of the Stars”. Recenzja
Tagi: