Plan 9 z kosmosu – najgorszy w historii?

Są takie filmy, które ogląda się dla przyjemności. Są takie, które ogląda się z obowiązku. I są też takie, które ogląda się dlatego, że po prostu wypada je znać, jeśli w ogóle interesuje nas historia kina, popkultura i wszystkie te momenty, kiedy twórca chciał dobrze, a wyszło… absolutnie niesamowicie źle. Do tej ostatniej kategorii bez wątpienia należy „Plan 9 z kosmosu” Eda Wooda. Film, który przez lata obrósł legendą i został okrzyknięty jednym z najgorszych w historii.

Nasza recenzja tego dzieła powstała dzięki Markowi, który postawił nam wirtualną kawę i tym samym sprawił, że w końcu zasiedliśmy do seansu. Marku – jeszcze raz dzięki. Choć po obejrzeniu tego filmu można też powiedzieć, że był to prezent z kategorii „odważnych decyzji”.

https://youtu.be/oiLPFHADv1k

Katastrofa totalna, ale jakaś… szczera

W naszym materiale bardzo wyraźnie wybrzmiewa jedna rzecz: „Plan 9 z kosmosu” jest fatalny niemal pod każdym możliwym względem. Fabuła jest absurdalna, montaż się sypie, scenografia ledwo stoi, a realizacja momentami wygląda tak, jakby nikt na planie nie zastanawiał się, czy to wszystko ma jakikolwiek sens.

Mamy tu kosmitów, którzy postanawiają ożywiać zmarłych, żeby powstrzymać ludzkość przed zniszczeniem wszechświata. Mamy zombie, Wampirię, Bellę Lugosiego i statek kosmiczny, którego wnętrze wygląda jak połączenie zasłony prysznicowej z bardzo ambitnym projektem szkolnym. I to wszystko dzieje się z pełną powagą.

A jednak jest w tym filmie coś, co sprawia, że nie da się go zbyć zwykłym wzruszeniem ramion.

Ed Wood naprawdę kochał kino

To, co uderza najmocniej, to przedziwna energia tego filmu. Widać, że Ed Wood kompletnie nie panował nad warsztatem. Ale jednocześnie naprawdę wierzył w to, co robi. I właśnie to odróżnia „Plan 9 z kosmosu” od wielu współczesnych gniotów, które są po prostu źle napisane i bezduszne.

Tutaj czuć pasję. Czuć radosną twórczość. Czuć człowieka, który chciał zrobić wielkie kino science fiction, tylko zwyczajnie nie miał do tego środków, umiejętności i może jeszcze odrobiny samokrytyki.

W naszej recenzji mocno wybrzmiewa właśnie ten kontrast: z jednej strony Bartas widzi głównie chaos, rwane sceny i realizacyjną katastrofę. Z drugiej Wookie bawi się na tym zaskakująco dobrze, bo wyłapuje tę przedziwną, rozbrajającą miłość do kina.

Film, który wrócił z zaświatów popkultury

Co ciekawe, „Plan 9 z kosmosu” nie od razu zdobył sławę. Przez pewien czas był po prostu zapomnianym dziwolągiem. Dopiero później, gdy zaczęto wskazywać go jako jednego z najgorszych filmów w historii, zyskał drugie życie. Ludzie zaczęli oglądać go dla beki, dla kampu, dla kuriozalnej energii i dla samego fenomenu tej produkcji.

I właśnie dlatego dziś to już nie jest tylko „zły film”. To część filmowej legendy. Tytuł, który warto znać, jeśli interesuje nas popkultura i wszystkie jej najbardziej niezwykłe zakamarki.

Naszą pełną recenzję zobaczycie na YouTube

W naszym materiale wideo rozmawiamy szerzej o fabule, absurdach, kulisach produkcji, Belli Lugosim, baptystach finansujących film, a także o tym, czy „Plan 9 z kosmosu” rzeczywiście zasługuje na miano najgorszego filmu w historii.

Jeśli chcecie zobaczyć pełną, geekosferową analizę tej kosmicznej katastrofy, koniecznie odpalcie naszą recenzję na YouTube. To jeden z tych przypadków, gdzie naprawdę warto posłuchać nie tylko o samym filmie, ale też o całym zjawisku, które wokół niego narosło.

https://youtu.be/oiLPFHADv1k

Dajcie znać: dla Was „Plan 9 z kosmosu” to jeszcze zwykły gniot, czy już taki piękny, kultowy wypadek przy pracy, który trzeba znać?

Plan 9 z kosmosu – najgorszy w historii?
Tagi: