Star Trek: Starfleet Academy, odc. 9 „300th Night”

Dziewiąty odcinek Star Trek: Starfleet Academy miał wyraźnie przygotować grunt pod wielki finał sezonu. W teorii wszystko tu się zgadza: stawka rośnie, wracają wątki z początku serii, pojawia się większe zagrożenie i napięcie powinno iść w górę. Problem w tym, że zamiast ekscytacji dostajemy coraz więcej chaosu, a im bardziej serial próbuje być „większy”, tym bardziej zaczyna się rozjeżdżać.

To właśnie o tym rozmawiamy w naszej recenzji na YouTube. Bo „300th Night” jest takim odcinkiem, po którym naprawdę jest o czym gadać — tylko niekoniecznie z tych powodów, z których życzyliby sobie tego twórcy.

Akademia dalej jest tu bardziej z nazwy niż z klimatu

Jedna z rzeczy, która wraca u nas regularnie przy Star Trek: Starfleet Academy, to pytanie, gdzie właściwie podziała się sama akademia. Dziewiąty odcinek znowu pokazuje, że serial tylko od czasu do czasu pamięta o własnym punkcie wyjścia. Niby kończy się rok, niby bohaterowie mają za sobą długi etap nauki, ale trudno naprawdę poczuć, że oglądaliśmy historię o szkoleniu przyszłych oficerów Gwiezdnej Floty.

Zamiast tego znowu dostajemy miks wielkiej stawki, przyspieszonych decyzji i fabularnych skrótów. I to boli tym bardziej, że sam pomysł na serial osadzony w Akademii miał naprawdę spory potencjał. Tu wciąż da się wyczuć, że można było z tego zrobić coś dużo bardziej charakternego, ale twórcy konsekwentnie uciekają od tego, co w tej formule mogłoby być najciekawsze.

Wątek matki Kaleba wraca i robi jeszcze większy bałagan

„300th Night” bardzo mocno wraca do historii matki Kaleba i robi z niej jeden z głównych punktów odcinka. Tylko że ten motyw już wcześniej budził sporo wątpliwości, a tutaj wcale nie zaczyna działać lepiej. Wręcz przeciwnie — im bardziej serial próbuje nadać mu emocjonalny ciężar, tym mocniej widać, jak bardzo wszystko jest tu pospinane na szybko.

Nie chodzi nawet o sam pomysł, bo z takiej historii można było wyciągnąć coś naprawdę angażującego. Problem jest w tym, jak to zostało rozegrane. Kolejne decyzje bohaterów, sposób, w jaki prowadzone są sceny, i to, jak szybko fabuła przeskakuje między punktami, sprawiają, że zamiast wciągać się w ten dramat, częściej po prostu łapiesz się za głowę.

I to jest chyba jeden z największych problemów tego odcinka — on cały czas chce, żebyśmy traktowali pewne rzeczy bardzo serio, ale sam nie daje im odpowiednio mocnych podstaw.

Starfleet Academy odc. 9

Kiedy skala rośnie, logika zaczyna się sypać

Kolejny raz wraca też problem, który coraz częściej widać w nowych serialach science fiction: wszystko musi być od razu ogromne. Zagrożenie nie może być lokalne, nie może dotyczyć tylko bohaterów i ich najbliższego otoczenia. Od razu trzeba podbijać stawkę, robić wielki kryzys i dorzucać elementy, które mają brzmieć widowiskowo.

Tylko że przy takim podejściu bardzo łatwo zgubić wiarygodność. I właśnie tutaj to się dzieje. „300th Night” chce być odcinkiem z wielką stawką i mocnym cliffhangerem, ale po drodze wrzuca tyle uproszczeń i tak dziwnie rozpisanych rozwiązań, że zamiast napięcia pojawia się raczej konsternacja.

To jeden z tych momentów, w których mocno czuć, że serial dużo lepiej działałby wtedy, gdyby przestał na siłę pompować skalę. Gdyby dał sobie trochę więcej luzu i postawił na mniejszą, bardziej przyziemną historię w ramach tej konkretnej grupy bohaterów, wszystko mogłoby wypaść znacznie lepiej.

Są przebłyski, ale serial znowu sam sobie przeszkadza

Najbardziej szkoda chyba tego, że nawet tutaj widać przebłyski czegoś ciekawszego. Co jakiś czas trafia się pomysł, detal albo scena, które przypominają, że ten serial mógłby być po prostu lepszy. Nadal da się wyłapać elementy, które pachną Star Trekiem bardziej niż reszta całości, ale zaraz potem wszystko znowu tonie w chaosie, skrótach i dziwnych decyzjach scenariuszowych.

I właśnie dlatego ten odcinek potrafi irytować. Nie dlatego, że jest kompletnie martwy i nijaki, tylko dlatego, że znowu pokazuje, ile tu się marnuje po drodze.

Nasza recenzja „300th Night” już na YouTube

W naszej recenzji na YouTube rozkładamy ten odcinek na czynniki pierwsze i sprawdzamy, gdzie Star Trek: Starfleet Academy znowu sam sobie strzelił w stopę. Rozmawiamy też o tym, czemu serial wciąż nie potrafi w pełni wykorzystać swojego akademickiego pomysłu i dlaczego przy takiej skali chaosu coraz trudniej uwierzyć w stawkę tej historii.

Jeśli oglądacie ten sezon razem z nami, to „300th Night” zdecydowanie jest odcinkiem, po którym warto usiąść i pogadać. Bo nawet jeśli finał ma jeszcze coś uratować, to tutaj problemów nazbierało się już naprawdę sporo.

Star Trek: Starfleet Academy, odc. 9 „300th Night”
Tagi: