Project Hail Mary – sci-fi z sercem i humorem | Recenzja filmu

„Project Hail Mary” to jeden z tych filmów science fiction, które potrafią zaskoczyć nie tylko rozmachem, ale też tonem. Z jednej strony mamy tu wielką stawkę, kosmos, zagrożenie dla Ziemi i widowiskową oprawę. Z drugiej dostajemy historię, która działa przede wszystkim dzięki emocjom, relacjom i bardzo ludzkiemu podejściu do bohatera. Jeśli szukacie filmu, który nie sprowadza całego sci-fi do kolejnych wybuchów i pościgów, to najnowsza ekranizacja powieści Andy’ego Weira zdecydowanie zasługuje na uwagę.

https://youtu.be/R2ovQDg2K-I

Ryan Gosling w roli, która naprawdę działa

Ryan Gosling bardzo dobrze odnajduje się w tej historii. Jest w nim sporo nerwowej energii, trochę komediowego luzu, ale też zwyczajnej bezradności, która sprawia, że bohater nie jest kolejnym nieskazitelnym herosem od ratowania świata. To ważne, bo „Project Hail Mary” nie działałby tak dobrze, gdyby główna postać była zbyt pomnikowa albo zbyt chłodna. Tu wszystko jest bardziej ludzkie, momentami nawet nieporadne, a przez to zwyczajnie wiarygodne.

Film dobrze korzysta też z konstrukcji, w której stopniowo odkrywamy, jak bohater znalazł się w samym środku tej kosmicznej misji. To nie jest tylko formalny zabieg. Dzięki temu historia ma rytm i potrafi trzymać uwagę, nawet jeśli nie opiera się na klasycznym blockbusterowym pędzie.

Największa siła filmu? Relacja, która niesie całość

Najmocniejszym elementem „Project Hail Mary” jest dla nas to, jak pokazano relację Grace’a z Rockym. Właśnie tutaj ten film wchodzi na poziom czegoś więcej niż sprawnie zrobionego widowiska science fiction. Jest w tym sporo ciepła, humoru, ale też szczerego napięcia i emocji. Ta więź nie wygląda jak obowiązkowy scenariuszowy dodatek, tylko jak coś, na czym twórcom naprawdę zależało. I to czuć.

Właśnie dlatego film wyróżnia się na tle wielu współczesnych produkcji gatunkowych. Nie próbuje za wszelką cenę być większy, głośniejszy i bardziej efektowny od wszystkiego wokół. Zamiast tego stawia na bohaterów, ich decyzje i emocjonalną stawkę całej historii.

Sci-fi, które pamięta o klimacie

Na plus działa też warstwa audiowizualna. Film świetnie wygląda na dużym ekranie, a kosmos pokazano w sposób, który robi wrażenie nie tylko skalą, ale też wyczuciem. Bardzo dobrze wypada użycie ciszy, co w kinie science fiction wcale nie jest dziś tak oczywiste, jak powinno być. Do tego dochodzi muzyka, która nie ginie w tle, tylko naprawdę buduje atmosferę i zostaje w głowie po seansie.

To wszystko sprawia, że „Project Hail Mary” ogląda się jak kino przygodowe z dużym sercem. Takie, które potrafi jednocześnie rozbawić, wciągnąć i w kilku momentach naprawdę poruszyć.

Czy warto zobaczyć „Project Hail Mary”?

Naszym zdaniem zdecydowanie tak. To film, który dobrze odnajdzie się zarówno u widzów lubiących science fiction, jak i u tych, którzy po prostu szukają porządnego kina z ciekawym bohaterem, emocjami i czymś więcej niż tylko efektami specjalnymi. Jeśli lubicie inteligentniejsze, ale wciąż przystępne widowiska, „Project Hail Mary” może być jedną z najmilszych niespodzianek tego roku.

W naszej recenzji opowiadamy szerzej o tym, jak film wypada na tle książki, co działa tu najlepiej i dlaczego relacja z Rockym jest absolutnym centrum całej historii. Jeśli byliście już na seansie, koniecznie dajcie znać, jak wam siadł ten film. A jeśli dopiero się wybieracie, to naszym zdaniem warto dać mu szansę na dużym ekranie.

https://youtu.be/R2ovQDg2K-I
Project Hail Mary – sci-fi z sercem i humorem | Recenzja filmu
Tagi: