
Są takie filmy, które od pierwszych minut dają znać, że nie zamierzają grać całkiem serio. Nie dlatego, że są byle jakie, tylko dlatego, że dokładnie wiedzą, czym chcą być. Zabawa w pochowanego jest właśnie jednym z takich przypadków. To kino, które bierze prosty punkt wyjścia, wrzuca go do blendera z czarnym humorem, absurdem, krwią i bardzo świadomą zabawą gatunkiem, a potem robi z tego seans, który po prostu trudno zapomnieć.
W Geekosferze wróciliśmy do tego filmu nieprzypadkowo, bo to tytuł, który wciąż ma opinię jednej z najciekawszych horror-komedii ostatnich lat. I po ponownym seansie naprawdę trudno się z tym nie zgodzić.
Ślub marzeń, który bardzo szybko zamienia się w koszmar
Punkt wyjścia brzmi tak absurdalnie, że aż idealnie pasuje do tej konwencji. Młoda kobieta wchodzi do bardzo bogatej rodziny, wszystko wygląda jak bajka, a potem okazuje się, że tradycja nowej familii jest odrobinę bardziej problematyczna, niż mogło się wydawać. I właśnie w tym momencie Zabawa w pochowanego robi coś, co wychodzi jej wyjątkowo dobrze — sprzedaje totalnie odjechany pomysł w taki sposób, że widz po prostu kupuje go bez większego oporu.
Ten film nie próbuje udawać realistycznego thrillera. On od początku chce być czymś bardziej przekręconym, złośliwym i radośnie szalonym. To właśnie dlatego tak dobrze działa. Twórcy wiedzą, że sam pomysł jest mocny, ale nie zatrzymują się na nim. Całość jest oparta na świetnym wyczuciu tonu. Tu humor nie rozwala napięcia, tylko działa obok niego. Groza nie jest z kolei napompowana na siłę, bo cały czas wiadomo, że film puszcza do widza oko.
Samara Weaving niesie ten film na plecach
Największą siłą Zabawy w pochowanego jest bez dwóch zdań Samara Weaving. To jedna z tych ról, na których właściwie opiera się cały seans. Jej bohaterka przechodzi bardzo wyraźną przemianę, ale nie jest ona podana topornie ani łopatologicznie. Wszystko dzieje się naturalnie, scena po scenie, a widz bardzo szybko zaczyna trzymać za nią kciuki.
I to działa właśnie dlatego, że Samara Weaving potrafi błyskawicznie przechodzić od strachu do wściekłości, od dezorientacji do pełnej mobilizacji. W tej roli jest jednocześnie autentyczna, zabawna i bardzo charyzmatyczna. To nie jest postać, którą tylko się obserwuje. To jest bohaterka, za którą chce się iść do końca, nawet gdy film robi się coraz bardziej odjechany.
W Geekosferze mówimy wprost: to jest ten typ występu, który kradnie film. I trudno się temu dziwić, bo bez niej ten seans nie miałby aż takiej energii.

Rodzinka z piekła rodem i humor, który naprawdę działa
Drugim wielkim atutem filmu Zabawa w pochowanego jest sama rodzina, do której trafia główna bohaterka. To zbieranina ludzi jednocześnie bogatych, oderwanych od rzeczywistości, śmiesznych i momentami kompletnie nieporadnych. Właśnie z tego bierze się duża część komedii. Nie z suchych żartów czy dialogów pisanych pod gag, tylko z samego zderzenia konwencji i zachowań tych postaci.
Ten film bardzo dobrze wyśmiewa klasowy absurd, bogactwo i rodzinne rytuały, które z zewnątrz mają wyglądać dostojnie, a w praktyce robią się coraz bardziej groteskowe. To jest jeden z powodów, dla których Zabawa w pochowanego tak dobrze się starzeje. Ten humor nie jest przypadkowy. On wynika z konstrukcji świata i bohaterów.
Co ważne, twórcy nie próbują z tego robić ciężkiej satyry społecznej. To nadal ma być przede wszystkim świetna zabawa i kino, które ogląda się z uśmiechem, nawet kiedy na ekranie robi się naprawdę grubo.
Horror-komedia, która po prostu daje frajdę
Najlepsze w Zabawie w pochowanego jest to, że film ani przez chwilę nie udaje czegoś, czym nie jest. Nie próbuje być bardziej ambitny na siłę, nie chce robić z siebie wielkiego manifestu, a jednocześnie ma w sobie dość charakteru, żeby wyróżnić się z tłumu podobnych produkcji. To jest bardzo świadomie zrobiona horror-komedia, która wie, kiedy przycisnąć, kiedy odpuścić i kiedy pójść w pełen absurd.
Dlatego ten film ogląda się tak dobrze. Jest dynamiczny, ma świetną główną bohaterkę, kilka naprawdę kapitalnych scen i finał, który idealnie pasuje do całej tej szalonej układanki.
W Geekosferze wróciliśmy do Zabawy w pochowanego z dużą przyjemnością i po tym seansie trudno mieć wątpliwości: to nadal jest kawał bardzo udanej, krwawej i piekielnie zabawnej rozrywki. Jeśli jeszcze nie widzieliście naszej recenzji, zdecydowanie warto ją odpalić.
