Super Mario Bros (1993) – filmowy chaos, który przeszedł do legendy

Niektóre filmy są złe. Niektóre są kompletnie nieudane. A potem jest jeszcze Super Mario Bros z 1993 roku – produkcja, która przez lata dorobiła się statusu osobliwości większej niż zwykła klapa. To nie jest po prostu słaba ekranizacja gry. To jest przypadek niemal podręcznikowy: film tak dziwny, tak odklejony od materiału źródłowego i tak konsekwentnie idący własną drogą, że do dziś budzi jednocześnie niedowierzanie, śmiech i fascynację.

W naszej nowej recenzji wracamy właśnie do tego tytułu i sprawdzamy, jakim cudem z jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek w historii gier dało się zrobić coś aż tak osobnego od wszystkiego, co kojarzy się z Mario.

https://youtu.be/9_OJuvJgpjA

To nie jest Mario, którego pamiętacie

Największy szok przy seansie Super Mario Bros pojawia się bardzo szybko. Człowiek siada z myślą, że zobaczy może dziwną, ale jednak rozpoznawalną wersję świata Nintendo. Tymczasem dostaje film, który momentami wygląda tak, jakby ktoś znał grę wyłącznie z opisu zasłyszanego od kolegi w autobusie.

Są Mario i Luigi. Jest Koopa. Jest Daisy. I właściwie na tym podobieństwa zaczynają się niebezpiecznie kończyć. Zamiast baśniowej, kolorowej przygody dostajemy mroczny, industrialny chaos z dinozaurami, alternatywnym wymiarem i estetyką, która bardziej przypomina dziwny sen po gorączce niż film o najsłynniejszym hydrauliku świata.

I właśnie to jest jeden z powodów, dla których ten film tak mocno zapisał się w popkulturze. Nie dlatego, że był udany. Dlatego, że jest absolutnie jedyny w swoim rodzaju.

Katastrofa, która stała się legendą

Historia powstawania tego filmu jest niemal tak samo niezwykła jak sam efekt końcowy. Chaos produkcyjny, przepisywanie scenariusza, problemy na planie i aktorzy, którzy po latach niespecjalnie ukrywali, co myślą o tym doświadczeniu – wszystko to sprawiło, że Super Mario Bros urósł do rangi legendy kina dziwnego.

I to właśnie o tym też rozmawiamy w naszej recenzji. Bo ten film nie jest ciekawy tylko jako ekranizacja gry. On jest ciekawy także jako symbol pewnej epoki, w której Hollywood bardzo chciało sięgnąć po znane marki, ale nie zawsze miało pojęcie, co właściwie z nimi zrobić.

W efekcie powstał tytuł, który na długie lata mógł skutecznie odstraszać od filmowych adaptacji gier.

Dlaczego w ogóle warto dziś do tego wracać?

Bo to wciąż jest kapitalny materiał do rozmowy. Nie każdy film ogląda się dla jakości. Niektóre ogląda się po to, żeby zrozumieć, jak doszło do tak spektakularnego wykolejenia. Super Mario Bros z 1993 roku idealnie wpisuje się w tę kategorię.

To film, który może męczyć, może bawić, może wywoływać regularne pytanie „ale dlaczego?”, ale na pewno nie jest obojętny. I właśnie dlatego warto do niego wrócić dziś – z dystansem, z ciekawością i najlepiej razem z naszą recenzją, bo tu naprawdę jest co rozkładać na czynniki pierwsze.

Nasza recenzja Super Mario Bros już na Geekosferze

Jeśli pamiętacie ten film z dawnych lat albo dopiero chcecie zobaczyć, o co chodzi z tym całym legendarnym chaosem, zapraszamy do obejrzenia naszej recenzji na Geekosferze. Rozkładamy Super Mario Bros (1993) na części, patrzymy na jego absurdalną fabułę, kompletnie odjechane decyzje twórców i zastanawiamy się, czy to jeszcze zwykła porażka, czy już kino tak osobliwe, że aż hipnotyzujące.

To jedna z tych recenzji, przy których naprawdę trudno uwierzyć, że ten film w ogóle powstał. A jednak powstał. I do dziś trudno przejść obok niego obojętnie.

https://youtu.be/9_OJuvJgpjA
Super Mario Bros (1993) – filmowy chaos, który przeszedł do legendy
Avatar photo

Łukasz "Wookie" Ludwiczak

Uzależniony od planszówek i science-fiction wszelakiego. Często godzący oba nałogi na raz. Moja wielka piątka to Star Trek, Firefly, Expanse, Battlestar Galactica i Diuna. Na planszy interesują mnie cięższe klimaty a moim numerem jeden jest Eclipse. Członek Stowarzyszenia Klub Fantastyki Druga Era, zapalony kibic Formuły 1.