
Pierwsza Zabawa w pochowanego działała tak dobrze, bo brała prosty, wręcz absurdalny punkt wyjścia i zamieniała go w bardzo konkretną, zadziorną horror-komedię. Było krwawo, było dziwnie, było momentami kompletnie odjechanie, ale wszystko trzymało się kupy dzięki energii, tempu i świetnie poprowadzonym postaciom. Właśnie dlatego wobec drugiej części można było mieć spore oczekiwania.
I chyba właśnie tu zaczyna się największy problem. Zabawa w pochowanego 2 bardzo wyraźnie chce być „większa”. Dorzuca więcej rodów, więcej chaosu, więcej przemocy, więcej zasad i więcej fabularnych wygibasów. Tylko że z tego „więcej” nie robi się automatycznie lepsza kontynuacja. Wręcz przeciwnie — momentami ma się wrażenie, że film za wszelką cenę próbuje przebić jedynkę, a nie do końca wie, co właściwie w niej działało najlepiej.
Największy problem? Punkt wyjścia i ton całej opowieści
W waszej recenzji bardzo mocno wybrzmiewa to, że sequel dzieje się praktycznie od razu po wydarzeniach z pierwszej części. I to naprawdę czuć jako decyzję, która bardziej ogranicza niż pomaga. Zamiast świeżego otwarcia dostajemy historię, która kurczowo trzyma się poprzedniego filmu, powtarza symbole i próbuje jeszcze raz jechać na tej samej energii. Tylko że tym razem nie ma już efektu zaskoczenia.
Do tego dochodzi kwestia tonu. W pierwszej części wszystko było bardziej zwarte i umowne. Widz bez problemu przyjmował absurd, bo film dobrze kontrolował własną konwencję. Tutaj ta kontrola zaczyna się rozmywać. Jedne sceny chcą być czarną komedią, inne brutalnym horrorem, jeszcze inne niemal groteskową jatką. Efekt jest taki, że niektóre momenty zwyczajnie nie trafiają tam, gdzie powinny. Zamiast szalonej zabawy pojawia się wrażenie przesady albo przeciągnięcia.
Samara Weaving dalej daje radę, ale to już nie wystarcza
Jednym z największych atutów poprzedniej części była Samara Weaving. I tutaj nadal widać, że ma charyzmę, ekranową energię i potrafi utrzymać uwagę widza. Problem polega na tym, że tym razem sam film nie daje jej aż tyle pola do popisu. Zamiast pełnego wykorzystania jej atutów dostajemy bohaterkę, która momentami wydaje się bardziej wciągnięta w mechanikę sequela niż naprawdę prowadzi tę historię.
To zresztą dobrze pokazuje wasza recenzja – nie chodzi o to, że w filmie nie ma żadnych udanych scen. Chodzi o to, że jest ich za mało, a pomiędzy nimi pojawia się sporo momentów, w których fabuła zaczyna się rozjeżdżać, zasady świata przestają być przekonujące, a finał bardziej męczy niż ekscytuje.
Są tu dobre rzeczy, ale nie składają się w dobrą całość
I to chyba najlepiej podsumowuje cały ten seans. Są fajne pomysły. Są pojedyncze sceny, które pokazują potencjał. Są twarze w obsadzie, które potrafią dodać filmowi charakteru. Ale jako całość Zabawa w pochowanego 2 sprawia wrażenie sequela, który miał być bardziej szalony, a wyszedł po prostu bardziej chaotyczny.
Jeśli chcecie usłyszeć pełne rozwinięcie tego, co dokładnie nie zagrało, które elementy jeszcze się bronią i dlaczego w pewnym momencie ten film zaczyna sam sobie przeszkadzać, to koniecznie obejrzyjcie naszą recenzję na kanale Geekosfera. Tam rozkładamy ten sequel na części pierwsze i mówimy wprost, czy to jeszcze materiał na kino, czy raczej już kandydat do nadrabiania dopiero na streamingu.
