Chłopiec i jego pies (1975) – Recenzja

Są takie filmy, które ogląda się nie tylko jako stare kino, ale jako źródło całego późniejszego popkulturowego języka. „Chłopiec i jego pies” z 1975 roku zdecydowanie należy do tej kategorii. To jeden z tych tytułów, przy których bardzo szybko zaczynają się w głowie pojawiać skojarzenia z „Falloutem”, „Mad Maxem” i szeroko rozumianym postapo, które później zalało kino, seriale i gry.

W naszym nowym materiale wracamy do tej dość osobliwej produkcji i sprawdzamy, czy po tylu latach nadal działa. A działa o tyle ciekawie, że z jednej strony jest mocno zakorzeniona w swoim czasie, a z drugiej ma w sobie coś naprawdę świeżego nawet dziś. To film szorstki, dziwny, momentami niekomfortowy, chwilami wręcz surrealistyczny, ale jednocześnie na tyle charakterystyczny, że trudno pomylić go z czymkolwiek innym.

Postapo zanim stało się modą

„Chłopiec i jego pies” pokazuje świat po katastrofie nuklearnej w sposób, który dziś wydaje się zaskakująco znajomy. Pustkowia, rozpad cywilizacji, dziwne reguły przetrwania, brutalność, degeneracja i poczucie, że człowiek bardzo szybko potrafi zrzucić z siebie resztki cywilizacyjnego lakieru. Tyle że tutaj nie dostajemy jeszcze gładkiej, oswojonej wersji postapo. Ten film jest bardziej chropowaty, bardziej nieprzyjemny i mniej zainteresowany tłumaczeniem czegokolwiek widzowi.

To właśnie jest jedna z jego największych zalet. Twórcy nie prowadzą nas za rękę. Nie rozpisują całego świata na tablicy, nie robią wielkiej ekspozycji, nie tłumaczą każdego mechanizmu i nie dają gotowych odpowiedzi. Zostawiają nas w tej rzeczywistości i każą samemu poskładać, co tu właściwie zaszło i jak działają reguły tego świata. Dla jednych będzie to zaleta, dla innych źródło frustracji. U nas zadziałało to w obie strony.

Film, który fascynuje i zostawia z pytaniami

W materiale sporo gadamy o tym, że „Chłopiec i jego pies” jest jednocześnie filmem bardzo intrygującym i bardzo niewdzięcznym. Potrafi wciągnąć atmosferą, pomysłem i tym osobliwym tonem balansującym między satyrą, postapo i czymś wręcz groteskowym. A zaraz potem zostawia widza z serią pytań, na które aż chciałoby się dostać więcej odpowiedzi.

To jednak nie jest zarzut, który ten film całkowicie pogrąża. Raczej coś, co sprawia, że po seansie naprawdę jest o czym rozmawiać. I właśnie dlatego uznaliśmy, że to świetny temat na odcinek. Bo to nie jest kolejna „stara klasyka”, którą ogląda się tylko z kronikarskiego obowiązku. To film, który nadal potrafi zaskoczyć, wkurzyć, rozbawić i zostawić z bardzo konkretnym „co ja właśnie obejrzałem?”.

Końcówka, o której nie chcemy za dużo mówić

Nie zamierzamy tutaj zdradzać finału, bo byłoby to zwyczajnie nie fair wobec tych, którzy tego tytułu jeszcze nie widzieli. Powiemy tylko tyle: końcówka „Chłopca i jego psa” naprawdę robi robotę. To jeden z tych finałów, które potrafią momentalnie zmienić odbiór całości albo przynajmniej sprawić, że po napisach siedzi się przez chwilę i próbuje poukładać sobie w głowie, co dokładnie przed chwilą się wydarzyło.

I właśnie dla samego tego efektu warto ten film poznać. A potem wpaść do naszej recenzji i sprawdzić, jak my to wszystko odczytaliśmy.

Dlaczego warto obejrzeć nasz materiał

W recenzji rozkładamy ten film na części pierwsze po geekosferowemu: bez nadęcia, ale też bez machnięcia ręką na jego znaczenie. Gadamy o tym, co w nim nadal działa, co dziś już zgrzyta, co jest po prostu dziwne, a co zaskakująco dobrze się zestarzało. No i przede wszystkim zastanawiamy się, czy to rzeczywiście jeden z najważniejszych pradziadków całego filmowego i growego postapo.

Jeśli lubicie retro science fiction, nietypowe kino z lat 70. i filmy, po których od razu chce się dyskutować, to „Chłopiec i jego pies” zdecydowanie zasługuje na uwagę. A jeśli już go widzieliście, tym bardziej zapraszamy do naszej recenzji i do rozmowy w komentarzach.

Chłopiec i jego pies (1975) – Recenzja
Tagi: