
Finał pierwszego sezonu Star Trek: Strange New Worlds to odcinek, który bardzo wyraźnie pokazuje, dlaczego ten serial tak dobrze działa, kiedy twórcy naprawdę ufają temu uniwersum. Dziesiąty epizod stawia Christophera Pike’a w sytuacji, która z jednej strony jest mocno osobista, a z drugiej idealnie wpisuje się w klasyczny, trekowy sposób opowiadania. Jest dylemat, jest przyszłość, są konsekwencje i jest pytanie, którego nie da się łatwo zbyć wzruszeniem ramion. Czy można poprawić los, jeśli zna się jego cenę?
To właśnie ten motyw nadaje finałowi ciężar. Nie chodzi tu wyłącznie o akcję czy efektowny cliffhanger, ale o to, że Pike dostaje test, którego nie da się wygrać prostym ruchem. I właśnie dlatego ten odcinek ogląda się tak dobrze. Czuć w nim zarówno stawkę, jak i bardzo wyraźny szacunek do starszego Star Treka. To nie jest bezmyślne machanie znajomymi elementami przed nosem widza. Tym razem twórcy rzeczywiście wiedzą, do czego nawiązują i po co to robią.
Finał z szacunkiem do klasyki
Największą siłą tego odcinka jest to, jak zgrywa on nowoczesne tempo z bardzo klasycznym sercem historii. Jest tu napięcie, są Romulanie, jest dyplomacja, są trudne decyzje. Jest też ten bardzo charakterystyczny dla Star Treka moment, w którym nie wystarczy po prostu nacisnąć przycisku i wygrać. Właśnie w takich chwilach Strange New Worlds pokazuje, że naprawdę rozumie tę markę.
Nie wszystko oczywiście działa idealnie. Mamy tu też kilka zgrzytów, o których szerzej mówimy w naszej recenzji wideo. Są elementy, które wciąż pachną niechcianym bagażem po Discovery, a nowy Kirk w naszej ocenie nadal nie wybrzmiewa tak mocno, jak powinien. Problem nie leży tylko w samym aktorze, ale też w tym, jak ta postać jest prowadzona. W odcinku, który momentami naprawdę błyszczy, takie rzeczy tym bardziej rzucają się w oczy.
Najmocniejszy odcinek sezonu?
Mimo tych uwag finał pierwszego sezonu broni się naprawdę mocno. Ba, dla nas to nawet jeden z najlepszych – jeśli nie najlepszy – odcinek całej tej serii na tym etapie. Jest konkretny temat, jest emocjonalna stawka, jest klimat klasycznego Star Treka i jest też takie poczucie, że to wszystko do czegoś prowadzi. Nie ogląda się tego z obowiązku. Ogląda się to z autentycznym zainteresowaniem.
Jeśli chcecie usłyszeć, co dokładnie tak dobrze zagrało w tej historii, dlaczego nawiązanie do klasyki nam siadło, co sądzimy o Kirku w tym wydaniu i czemu ten finał zostawił nas jednak z bardzo konkretnymi emocjami, to koniecznie obejrzyjcie naszą recenzję na YouTube. Tam rozkładamy ten odcinek na czynniki pierwsze – po geekosferowemu, z zachwytem tam, gdzie trzeba, i z narzekaniem tam, gdzie naprawdę się należy.
Jeśli oglądacie Star Trek: Strange New Worlds razem z nami, to zdecydowanie jest materiał, którego nie warto pomijać.
