
Ósmy odcinek 9. sezonu Ricka i Morty’ego bierze kilka pomysłów, które spokojnie mogłyby unieść osobne historie, i wrzuca je do jednego epizodu. Jest tu Rick odbudowujący swoją kosmiczną bimbrownię, Morty zainteresowany kartami z Pokemonami, dziwny pasożyt empatii, kosmiczny konkurs taneczny i Jerry, który przypadkiem trafia na seryjnego mordercę.
Brzmi jak klasyczny chaos tego serialu? Trochę tak. Ale w praktyce „Rickuiem Mort a Dream”, czyli polskie „Rikwiem dla Mortu”, okazuje się odcinkiem bardzo nierównym. Nie złym, nie nudnym, ale wyraźnie podzielonym na dwa wątki, które działają z zupełnie inną energią.
Rick, Morty i pasożyt empatii
Punkt wyjścia jest całkiem niezły. Morty rozwala Rickowi instalację, Rick musi odbudować swoją kosmiczną bimbrownię, a po drodze pojawia się pomysł pasożyta, który żywi się empatią i sprawia, że Morty odbiera rzeczywistość w dużo przyjemniejszy sposób. To daje kilka zabawnych momentów, zwłaszcza kiedy zaczynamy widzieć różnicę między tym, co Morty myśli, że się dzieje, a tym, co naprawdę dzieje się wokół niego.
Problem w tym, że ten pomysł aż prosił się o mocniejsze rozwinięcie. „Rick i Morty” robił już świetne odcinki z pasożytami, fałszywymi wspomnieniami i zabawą percepcją, więc tutaj trudno nie czuć, że dało się pójść dużo dalej. Tym bardziej że serial tylko dotyka ciekawych rzeczy: relacji Ricka i Morty’ego, manipulowania emocjami, braku empatii Ricka i tego, jak łatwo można zamienić bardzo dobry koncept w kilka krótkich scen.
W recenzji sporo rozmawiamy właśnie o tym poczuciu straconej szansy. Nie dlatego, że ten wątek kompletnie nie działa, ale dlatego, że widać w nim materiał na dużo lepszy odcinek.
Jerry kontra seryjny morderca
Druga część epizodu działa znacznie lepiej. Summer i Jerry ruszają po sprzęt potrzebny Rickowi, ale okazuje się, że wszystko wykupił pewien bardzo podejrzany typ. Dalej robi się już absurdalnie, bo Jerry zaczyna udawać, że też jest seryjnym mordercą, a sytuacja rozwija się w kierunku, który idealnie pasuje do tej postaci.
I właśnie tutaj odcinek łapie najlepszy rytm. Jerry po raz kolejny pokazuje, że jest jedną z najwdzięczniejszych postaci w całym serialu. Niby jest nieporadny, niby próbuje wypaść dobrze, niby kompletnie nie powinien odnaleźć się w takiej sytuacji, a jednak w jakiś dziwny sposób potrafi ją przejąć. Ten wątek ma napięcie, dobry komediowy timing i kilka momentów, które spokojnie można zaliczyć do mocniejszych punktów odcinka.
To też rzadki przypadek w tym sezonie, kiedy Summer dostaje coś sensownego do zrobienia, nawet jeśli nadal chciałoby się jej więcej. Sam pomysł, żeby Jerry wszedł w rolę „kolegi po fachu”, jest wystarczająco głupi i wystarczająco dobry, żeby zadziałać.
Recenzja Rick i Morty 9×08 już jest na kanale Geekosfery
W naszej recenzji mówimy o tym, dlaczego „Rikwiem dla Mortu” jest odcinkiem dwóch prędkości. Z jednej strony mamy pasożyta empatii i kosmiczny konkurs, które mogłyby być dużo bardziej odjechane. Z drugiej strony dostajemy Jerry’ego, który trafia w kompletnie chorą sytuację i wychodzi z niej jak Jerry, czyli jednocześnie żałośnie, uroczo i dziwnie skutecznie.
Jeśli oglądacie 9. sezon Ricka i Morty’ego na bieżąco, to ten odcinek zdecydowanie daje materiał do dyskusji. Nie jest to najrówniejszy epizod sezonu, ale ma fragmenty, które potrafią przypomnieć, dlaczego Jerry wciąż zasługuje na więcej miejsca w tym serialu.
Obejrzyjcie naszą recenzję na YouTube i dajcie znać, który wątek bardziej wam siadł: pasożyt empatii czy Jerry kontra seryjny morderca.
