Star Trek: Pokolenia (Star Trek: Generations) – Recenzja

Lipiec w Geekosferze oznacza siódmą część filmowego Star Treka w ramach naszych obchodów 60-lecia tej cudownej franczyzy. Tym razem przyszła pora na Star Trek: Pokolenia, czyli film szczególny, bo stojący dokładnie na granicy dwóch epok. Z jednej strony mamy jeszcze cień klasycznej załogi, z Kirkiem na czele. Z drugiej – załogę The Next Generation, która właśnie po siedmiu sezonach serialu miała wejść na duży ekran.

https://youtu.be/VUSH2nPIQE0

Na papierze to brzmi jak wydarzenie. Kirk i Picard w jednym filmie. Enterprise-B, Enterprise-D, Nexus, wielka zmiana warty i symboliczne przekazanie filmowej pałeczki nowemu pokoleniu. Problem polega na tym, że „Pokolenia” są jednym z tych filmów, które bardzo łatwo kochać z sentymentu, ale dużo trudniej bronić jako dobrze napisaną całość.

W naszej recenzji wracamy do tego tytułu z dwóch perspektyw. Jako dzieciaki lat 90., które pamiętają wypożyczalnie kaset, kinowe wejście załogi TNG i emocje związane z rozwaleniem Enterprise-D. Ale też jako widzowie, którzy po latach widzą, że ten film ma poważny problem z tempem, logiką i pomysłem na własną historię.

Star Trek: Pokolenia i najtrudniejsza zmiana warty

„Pokolenia” miały zrobić coś bardzo trudnego. Pożegnać Kirka, wprowadzić ekipę Picarda do kin i jednocześnie opowiedzieć historię, która działa jako pełnoprawny film. To nie jest małe zadanie, zwłaszcza że The Next Generation dopiero co zakończyło się jednym z najlepszych finałów w historii Star Treka. Poprzeczka była wysoko, a oczekiwania fanów ogromne.

I właśnie tutaj zaczyna się problem. Film ma kilka mocnych elementów, które naprawdę działają. Sceny Kirka i Picarda mają chemię. Patrick Stewart dostaje bardzo mocny wątek związany z rodziną, przemijaniem i ceną życia poświęconego służbie. Lądowanie spodka Enterprise-D do dziś robi wrażenie, zwłaszcza jako praktycznie przygotowana, efektowna sekwencja. To są momenty, które łatwo zapamiętać.

Ale między nimi jest dużo scenariuszowego kleju. Nexus jest pomysłem efektownym, ale jego zasady zaczynają się rozłazić, gdy tylko człowiek próbuje je uporządkować. Soran ma tragiczną motywację, ale jego plan wymaga od widza naprawdę dużej cierpliwości. Chip emocji Daty daje kilka zabawnych scen, ale sprawia też wrażenie wątku wrzuconego obok głównej historii. A finał? No cóż, śmierć Kirka do dziś potrafi odpalić trekową dyskusję szybciej niż pytanie „Kirk czy Picard?”.

Filmowy odcinek TNG czy pełnoprawne kino?

Jednym z najciekawszych tematów przy „Pokoleniach” jest to, że ten film bardzo mocno pachnie serialem. Nie zawsze jest to wada. Dla fanów TNG ta swojskość może być wręcz ogromnym plusem. Wchodzimy na pokład, widzimy znane twarze, wraca holodek, awans Worfa, Data z własnymi rozterkami i cała ta załoga, którą widzowie znali z siedmiu sezonów.

Tylko że kino rządzi się trochę innymi prawami. Osoba, która nie ma w głowie całego bagażu TNG, może patrzeć na ten film i zastanawiać się, dlaczego pewne rzeczy mają ją obchodzić. Dlaczego ważny jest Enterprise-D? Czy emocje Daty mają znaczenie? Dlaczego spotkanie Kirka i Picarda powinno robić aż takie wrażenie? Dla fana odpowiedzi są oczywiste. Dla świeżego widza już niekoniecznie.

W recenzji rozmawiamy też o produkcyjnym chaosie: mundurach, które zmieniają się jakby ktoś otworzył szafę Starfleet i brał, co akurat pasowało; o reżyserze wychodzącym z telewizji; o efektach Industrial Light & Magic; o recyklingu ujęć i o tym, że cały film wygląda trochę tak, jakby najpierw ustalono dwa obowiązkowe punkty — spotkanie Kirka z Picardem i zniszczenie Enterprise-D — a dopiero potem próbowano zbudować wokół nich fabułę.

Recenzja Star Trek: Pokolenia już na kanale Geekosfery

W naszej recenzji Star Trek: Pokolenia nie udajemy, że nie mamy do tego filmu sentymentu. Mamy. I to spory. Dla wielu widzów wychowanych na TNG to był ważny tytuł, oglądany jeszcze z kaset, zapamiętany przez konkretne sceny i przez samo poczucie, że oto Star Trek nowego pokolenia wchodzi do kina.

Ale sentyment nie przykrywa wszystkiego. „Pokolenia” są filmem nierównym, momentami pięknie trekowym, a momentami kompletnie nieporadnym. To produkcja, która miała być wielkim pomostem między epokami, ale czasem wygląda bardziej jak scenariuszowy most zbudowany w pośpiechu, bez sprawdzenia, czy wszystkie podpory stoją tam, gdzie powinny.

Obejrzyjcie naszą recenzję na YouTube i dajcie znać, jak wy patrzycie dziś na Star Trek VII. Czy „Pokolenia” nadal działają dzięki sentymentowi, czy po latach bardziej widać, że Kirk, Picard i Enterprise-D zasłużyli na mocniejszy film?

https://youtu.be/VUSH2nPIQE0
Star Trek: Pokolenia (Star Trek: Generations) – Recenzja
Tagi: