Stuart nie ratuje wszechświata odcinki 2–5 – kiedy fanserwis przestaje wystarczać

Po pierwszym odcinku „Stuart nie ratuje wszechświata” można było mieć ostrożną nadzieję. Ten dziwny spin-off świata The Big Bang Theory znajdzie dla siebie własną niszę. Pomysł był absurdalny, ale miał potencjał. Stuart, Bert i Barry Kripke skaczący po kolejnych alternatywnych rzeczywistościach, sitcomowy rodowód wymieszany z multiświatowym chaosem. Pytanie, czy z pobocznych postaci da się zbudować coś więcej niż ciekawostkę dla fanów.

https://youtu.be/P48yH9R1eZs

Po odcinkach 2–5 entuzjazm zaczyna jednak wyraźnie słabnąć. Serial wygląda coraz mocniej jak produkcja z jednym formatem. Wypełnienie go żartem i znajomą twarzą z Big Banga bywa ograniczone. W naszej recenzji wracamy do czterech kolejnych epizodów i sprawdzamy, czy Stuart nie ratuje wszechświata ma energię.

Niestety, największy problem polega na tym, że kolejne światy często działają jak szkice. Ktoś rzuca pomysł: rzeczywistość bez negatywnych emocji, świat magii, psychiatryk podszyty Matrixem, idealne plemię w dżungli. Jednak na tym etapie można jeszcze powiedzieć: dobra, coś z tego może być. Niemniej serial zbyt często zatrzymuje się na samym pomyśle. Zamiast pełnych odcinków dostajemy wrażenie krótkich skeczy. Skecze te rozciągnięto do dwudziestu minut.

Kripke i Bert nadal robią robotę

Najmocniejsze fragmenty serialu nadal wynikają z postaci, które nie są Stuartem. Barry Kripke i Bert mają w sobie komediowy koncert, którego bardzo brakuje głównemu bohaterowi. To oni najczęściej podbijają sceny, wyciągają żarty z przeciętnych sytuacji i sprawiają, że całość jeszcze nie rozsypuje się całkowicie.

W materiale sporo rozmawiamy o tym, że tytułowy Stuart coraz bardziej ciąży własnej historii. Zamiast rehabilitacji postaci dostajemy bohatera, którego sierotkowatość zaczyna dominować nad wszystkim innym. Problem nie polega na tym, że Stuart ma być nieporadny. Problem polega na tym, że serial nie daje mu wystarczająco dużo ciekawych rzeczy do zagrania. Fabuła dzieje się obok niego, a kiedy w końcu trafia w centrum wydarzeń, zwykle działa to na niekorzyść odcinka.

Fan-serwis chwilami nadal potrafi zadziałać. Ponadto Penny jako liderka oporu, Zack, matka Leonarda, Wil Wheaton oraz Amy w psychiatrycznym kontekście tworzą elementy. Dla widzów Big Bang Theory mogą być miłym mrugnięciem okiem. Tyle że im dalej, tym mocniej widać, że samo pamiętacie tę postać?” nie wystarczy.

Slidersi, Matrix i popkultura na pół gwizdka

Najciekawsze porównanie, które wraca w naszej rozmowie, to oczywiście Slidersi. Jeśli robi się serial o przeskakiwaniu między światami, trudno od tego uciec. Różnica polega na tym, że Slidersi mieli wyraźne napięcie, stawkę i bohaterów, których chciało się śledzić w kolejnych wariantach rzeczywistości. W „Stuarcie” coraz częściej sprowadza się to do pytania, gdzie tym razem znajduje się maszyna i jak szybko uda się ją znowu uruchomić.

Niemniej serial próbuje też bawić się popkulturowymi kliszami, ale robi to bardzo ostrożnie. Z kolei świat magii nie idzie wystarczająco daleko. Niestety matrixowy odcinek ma kilka pomysłów, ale bardzo szybko staje się łopatologiczny. Dżunglowa utopia mogłaby być satyrą na idealne społeczeństwa. Jednak finałowo zostawia raczej poczucie przypadku niż celnej puenty.

I właśnie dlatego odcinki 2–5 są dla nas tak problematyczne. Nie dlatego, że sama koncepcja jest zła. Wręcz przeciwnie – w tym serialu nadal widać materiał na coś zabawnego. Ale żeby taka formuła działała, potrzebne są mocniejsze postacie, lepsze zasady świata i wyraźniejszy cel niż przenosimy się dalej”.

Recenzja Stuart nie ratuje wszechświata odcinki 2–5 już w Geekosferze

W najnowszym materiale w Geekosferze rozmawiamy o tym, czy „Stuart nie ratuje wszechświata” po kilku odcinkach nadal daje powody do oglądania. Wracamy do fan-serwisu, porównań ze Slidersami, problemów z logiką podróży między rzeczywistościami i do pytania, dlaczego Barry Kripke tak często wypada ciekawiej niż bohater z tytułu.

To nadal może być ciekawy eksperyment. Jednak po odcinkach 2–5 trudno nie mieć wrażenia, że serial bardzo szybko zaczął zjadać własny ogon. Pierwszy odcinek dawał nadzieję. Kolejne pokazują, że sam pomysł na multiświatowy spin-off Big Bang Theory to dopiero początek, a nie gotowy przepis na sezon.

Obejrzyjcie naszą recenzję i dajcie znać, jak oceniacie serial po kilku odcinkach.Z kolei, pamiętając Slidersów, ciekawi nas, czy przez ten pryzmat „Stuart nie ratuje wszechświata” wypada lepiej, czy traci.

https://youtu.be/P48yH9R1eZs
Stuart nie ratuje wszechświata odcinki 2–5 – kiedy fanserwis przestaje wystarczać