Gwiazdozbiór Psa - plakat

Gwiazdozbiór Psa był jednym z tych filmów, na które naprawdę czekałem. Jestem fanem Ridleya Scotta, książki nie czytałem i liczyłem, że może jeszcze raz dostanę od niego coś, co zostanie ze mną na dłużej. Nie oczekiwałem oczywiście kolejnego Obcego, Blade Runnera czy Gladiatora, ale gdzieś z tyłu głowy siedział choćby Marsjanin.

No i niestety wyszedłem z kina rozczarowany.

Żeby było jasne – to nie jest zły film. W zasadzie trudno wskazać tutaj coś, co byłoby ewidentnie spartolone. Problem polega na tym, że równie trudno wskazać coś, czym Gwiazdozbiór Psa naprawdę zachwyca. Wszystko jest poprawne, momentami nawet bardzo dobre, a jednak całość pozostawia po sobie zaskakująco niewiele.

Postapo, które już gdzieś widzieliśmy

Dostajemy świat po katastrofie, ale sam świat praktycznie nie zostaje rozwinięty. Nie dowiadujemy się o nim wystarczająco dużo, żeby chciało się go poznawać, a przy tym film nie proponuje w tym zakresie niczego szczególnie świeżego.

Jest również klasyczne dla postapo spojrzenie na ludzką naturę. W obliczu kryzysu część ludzi traci człowieczeństwo, inni próbują je zachować, gdzieś pomiędzy tym wszystkim pozostaje jeszcze odrobina nadziei. Problem w tym, że ten temat oglądaliśmy już wiele razy, a Gwiazdozbiór Psa nie znajduje dla niego szczególnie nowego punktu widzenia.

Gwiazdozbiór Psa - Hig (Elordi)
Gwiazdozbiór Psa – Hig (Elordi) zdj. 20th Century Studios

Najciekawszy film ukrywa się pod spodem

Znacznie bardziej zainteresował mnie wątek żałoby, samotności i próby poradzenia sobie z odejściem ukochanej osoby.

I chyba właśnie tutaj kryje się najcenniejsza część Gwiazdozbioru Psa. To temat bardziej osobisty, intymny i w tej konkretnej historii zdecydowanie mniej ograny niż kolejne rozważania o tym, jak ludzie zachowują się po końcu świata.

Szkoda tylko, że film nie decyduje się pójść mocniej właśnie w tę stronę.

Mam wrażenie, że Gwiazdozbiór Psa próbuje złapać zbyt wiele srok za ogon. Chce być jednocześnie postapo, filmem drogi, historią o miłości, opowieścią o żałobie i jeszcze komentarzem na temat ludzkiej natury. W efekcie za bardzo stoi w rozkroku i żaden z tych elementów nie dostaje wystarczająco dużo miejsca, żeby naprawdę mocno wybrzmieć.

Film drogi bez satysfakcjonującego celu

Nasz bohater podróżuje, więc formalnie mamy również film drogi. Problem w tym, że sama wędrówka nie jest szczególnie ciekawa, nie niesie ze sobą większych zaskoczeń i ostatecznie nie prowadzi do puenty, która wynagradzałaby tę podróż.

I właśnie emocji zabrakło mi tutaj najbardziej.

Są sceny, w których film aż prosi się o mocniejsze uderzenie. O moment, który naprawdę zaboli, wzruszy albo chociaż sprawi, że na chwilę zostaniemy z bohaterami. Tymczasem Gwiazdozbiór Psa jakby za każdym razem zatrzymywał się krok wcześniej.

Mam również wrażenie, że historia jest zbyt zachowawcza. Chwilami scenariusz wręcz boi się naprawdę skrzywdzić swoich bohaterów, przez co część potencjalnie mocnych momentów traci swój ciężar.

Gwiazdozbiór Psa - Hig (Elordi) i Cima (Qualley)
Gwiazdozbiór Psa – Hig (Elordi) i Cima (Qualley) zdj. 20th Century Studios

Trochę Dobrego roku, ale bez tego samego ciepła

Przez chwilę miałem nawet skojarzenia z Dobrym rokiem. Wiem – zupełnie inna bajka, ale tam też Scott opowiadał o człowieku próbującym odnaleźć coś więcej, trochę ciepła i sensu pośród całej reszty.

I paradoksalnie Gwiazdozbiór Psa, mimo całego postapokaliptycznego otoczenia, miał potencjał, żeby stać się podobnym balsamem na serducho.

Problem w tym, że nie zbudowałem tutaj podobnej więzi z bohaterami, a film za bardzo rozprasza się na kolejne wątki, żeby naprawdę pójść w tę bardziej emocjonalną stronę.

Technicznie dobrze. Tylko co z tego?

Aktorstwo? Dobre, ale bez fajerwerków.

Zdjęcia, scenografia i efekty? Solidne, momentami nawet bardzo dobre. Realizacyjnie naprawdę trudno zarzucić temu filmowi coś poważnego.

Tylko że kiedy pojawiły się napisy końcowe, moje pierwsze pytanie brzmiało mniej więcej: „to już?”.

Brakuje mi tutaj wyraźnej puenty, czegoś, co spinałoby całą historię i sprawiało, że wszystkie wcześniejsze wątki zaczynają tworzyć większą całość. Zamiast tego film po prostu się kończy, a ja zostałem z poczuciem, że powinienem coś jeszcze dostać.

Gwiazdozbiór Psa - Hig (Elordi) i Bangley (Brolin)
Gwiazdozbiór Psa – Hig (Elordi) i Bangley (Brolin) zdj. 20th Century Studios

Gwiazdozbiór Psa – moja ocena

Ostatecznie daję Gwiazdozbiorowi Psa 6/10, chociaż gdybym miał być przesadnie precyzyjny, bliżej mi chyba do 5,7/10.

To jeszcze zdecydowanie nie jest „film do kotleta”. Jest zbyt porządnie zrealizowany, żeby tak go zbyć. Problem w tym, że również nic szczególnego nie zostaje po seansie w głowie i mam duże podejrzenie, że za kilka miesięcy niewiele będę z niego pamiętał.

Jako jeden z filmów, na które czekałem w tym roku, jest więc dla mnie rozczarowaniem.

Czy warto iść do kina? Jeśli jesteście wielkimi fanami postapo albo Ridleya Scotta – pewnie tak. Czy żałuję, że poszedłem? Nie. Ale czy wyszedłem z kina usatysfakcjonowany?

Niestety również nie.

Gwiazdozbiór Psa (film) – Recenzja
Tagi:        
Avatar photo

Łukasz "Wookie" Ludwiczak

Uzależniony od planszówek i science-fiction wszelakiego. Często godzący oba nałogi na raz. Moja wielka piątka to Star Trek, Firefly, Expanse, Battlestar Galactica i Diuna. Na planszy interesują mnie cięższe klimaty a moim numerem jeden jest Eclipse. Członek Stowarzyszenia Klub Fantastyki Druga Era, zapalony kibic Formuły 1.