
Po nierównych Pokoleniach kino Star Treka potrzebowało filmu, który pokaże, że załoga The Next Generation naprawdę ma sens na dużym ekranie. Star Trek: Pierwszy kontakt / Star Trek: First Contact był dokładnie takim momentem. Bardziej dynamiczny, pewniej poprowadzony i dużo mocniej filmowy niż poprzednia część. Do dziś pozostaje jednym z najczęściej wskazywanych kandydatów do trekowej czołówki.
W naszej recenzji wracamy do filmu w ramach obchodów 60-lecia Star Treka i sprawdzamy, dlaczego ta produkcja tak dobrze działa. Kluczowe jest tu nazwisko Jonathana Frakesa. Reżyser, którego fani znali jako Rikera, wyraźnie czuł tę załogę, jej dynamikę i ograniczenia serialowego rytmu. Wiedział też, że kinowy Star Trek potrzebuje większego tempa i historii, która nie będzie wyglądała jak rozciągnięty odcinek TNG.
Picard, Borg i ciemniejsza twarz kapitana
Najciekawszy w Star Trek: Pierwszy kontakt jest Picard. W serialu kojarzony przede wszystkim jako opanowany dyplomata, człowiek zasad, rozsądku i rozmowy, tutaj dostaje dużo bardziej obsesyjną twarz. Trauma po asymilacji przez Borga wraca z pełną mocą. Co za tym idzie, Jean-Luc Picard nie jest w tej historii wyłącznie spokojnym kapitanem Federacji.
To świetnie działa, bo Borg nie jest dla niego kolejnym przeciwnikiem. To osobisty koszmar. W naszej recenzji rozmawiamy o tym, jak Patrick Stewart prowadzi tę zmianę. Skojarzenie z Ahabem nie jest tu przypadkowe. Picard zaczyna jako dowódca, ale z czasem coraz mocniej widać człowieka, który nie chce odpuścić.
Film robi też rzecz kontrowersyjną: daje Borgowi twarz. Królowa Borg jest jednocześnie bardzo efektowna i problematyczna. Z jednej strony to ikoniczna postać, świetnie działająca w relacji z Datą i dodająca filmowi konkretnego przeciwnika. Z drugiej — wprowadzenie jednostkowego „centrum” do kolektywu trochę zmienia samą ideę Borga. I właśnie ta ambiwalencja jest jednym z ciekawszych tematów rozmowy o Pierwszym kontakcie.
Zefram Cochrane i mit początku
Drugi wątek w Star Trek: Pierwszy kontakt działa zupełnie inaczej. Na Ziemi dostajemy lżejszą, momentami komediową historię o Zeframie Cochranie, który wcale nie jest spiżowym bohaterem gotowym poprowadzić ludzkość ku gwiazdom. To raczej człowiek zmęczony, przestraszony i dużo bardziej zainteresowany własnym spokojem niż wielką przyszłością Federacji.
Ten kontrast jest jednym z powodów, dla których film tak dobrze się ogląda. Enterprise zmienia się w miejsce walki o przetrwanie, a Montana z 2063 roku pozwala złapać oddech i pokazać narodziny legendy od bardziej ludzkiej strony. Cochrane nie wie jeszcze, że historia zrobi z niego symbol. Dla widza, który zna Star Treka, to bardzo ciekawy moment: legenda zostaje odbrązowiona, ale nie zniszczona.
W recenzji rozmawiamy też o scenie startu Feniksa, muzyce, której wytwórnia podobno nie chciała, i samym pierwszym kontakcie z Wolkanami. To jedna z tych scen, które stały się dla Star Treka punktem odniesienia. 5 kwietnia 2063 roku to w uniwersum data absolutnie fundamentalna, a film pokazuje ją w sposób, który mimo ryzyka naprawdę się broni.
Recenzja Star Trek: Pierwszy kontakt już w Geekosferze
W najnowszym materiale w Geekosferze sprawdzamy, czy Star Trek: Pierwszy kontakt nadal zasługuje na opinię jednego z najlepszych filmów w całej serii. Rozmawiamy o Borgu, Królowej Borg, Picardzie, Dacie, Enterprise-E, Cochranie, Lily, Jonathan Frakesie, nowych mundurach i o tym, czy film broni się także przed widzem, który nie zna całego bagażu serialowego TNG.
To produkcja, która łączy akcję, horror, humor i trekową mitologię dużo sprawniej niż mogło się wydawać po Pokoleniach. Nie jest pozbawiona uproszczeń, czasem idzie po bandzie z podróżami w czasie i trochę zmienia Borga w imię filmowej dramaturgii. Jednak ostatecznie nadal ma coś, czego bardzo brakowało poprzedniemu kinowemu podejściu do załogi Picarda: energię, pewność i poczucie, że to jest Star Trek, który rozumie własnych bohaterów.
Obejrzyjcie naszą recenzję Star Trek: Pierwszy kontakt i dajcie znać, gdzie ten film stoi w waszym osobistym rankingu. To najlepszy kinowy występ załogi TNG, czy jednak macie swojego innego trekowego faworyta?
