
Star Trek co jakiś czas robi rzecz absolutnie klasyczną: bierze bohaterów i rzuca ich na współczesną Ziemię. Trochę dlatego, że podróże w czasie to wdzięczny temat. Ale i budżet też chciałby złapać oddech.Trzeci odcinek 2. sezonu Star Trek: Strange New Worlds, czyli Jutro i jutro i jutro / Tomorrow and Tomorrow and Tomorrow, bardzo świadomie wchodzi w ten schemat. La’An trafia do Toronto, spotyka alternatywnego Jamesa T. Kirka i musi zrozumieć, co poszło nie tak z historią, zanim przyszłość Star Treka rozpadnie się na dobre.
W naszej recenzji rozmawiamy o odcinku, który ma świetny punkt wyjścia i bardzo ciekawą puentę z Khanem. Jednocześnie nie do końca radzi sobie z własnym tempem. To nadal przyzwoity Star Trek, tylko tym razem bardziej z kategorii: fajny pomysł, nierówne wykonanie.
La’An, Kirk i podróż w czasie po kosztach
Najlepsze w tym odcinku jest to, że naprawdę próbuje zrobić coś sensownego z La’An. Strange New Worlds ma tu przewagę nad wieloma postaciami znanymi z klasycznego Star Treka. La’An nie musi dojść do konkretnego miejsca, które znamy już z The Original Series. Można ją rozwijać swobodniej, pozwolić jej przepracować własne lęki i mocniej związać jej historię z dziedzictwem Khana.
I właśnie dlatego działa spotkanie z Kirkiem. Nie tylko jako fanowski wabik. Również jako sposób na pokazanie La’An komuś, kto nie nosi w głowie całego ciężaru nazwiska Noonien-Singh. Alternatywny Kirk nie zna Khana tak, jak zna go jej rzeczywistość. Zatem przez chwilę relacja między nimi może oddychać bez tego wielkiego historycznego balastu.
W materiale rozmawiamy też o tym, że sam motyw podróży w czasie jest tu bardzo star trekowy. Tajemniczy podróżnik, urządzenie chroniące przed zmianami w historii, rzeczywistość bez Federacji, nagły skok do Toronto… Można to kupić, jeśli zaakceptuje się konwencję. Można też bardzo szybko zacząć pytać, gdzie w tym wszystkim policja temporalna?

Odcinek, który jest jednocześnie za długi i za krótki
Największy problem Jutro i jutro i jutro leży w proporcjach. W naszej rozmowie wraca myśl, że ten odcinek dziwnie się rozjeżdża: z jednej strony potrafi się dłużyć, z drugiej ma wątki, które wyglądają jakby potrzebowały więcej miejsca albo lepszego spięcia.
Środek epizodu jest najmniej równy. Toronto, szukanie tropów, zdobywanie pieniędzy przy szachownicy i próba ogarnięcia misji mają trochę uroku, ale nie zawsze niosą opowieść z odpowiednim rytmem. Do tego dochodzi wątek Pelii i zegarka, który sprawia wrażenie dodatku wrzuconego głównie po to, żeby historia domknęła się sprytnym mrugnięciem, ale bez większego ciężaru.
Zdecydowanie lepiej działa finałowy sens historii. Pomysł, że Khan jest częścią drogi prowadzącej do Federacji, ma w sobie bardzo trekową gorycz. To nie jest proste wybielanie zbrodniarza. To raczej przypomnienie, że historia bywa zbudowana także na traumach, których nie da się po prostu wyciąć bez zmiany wszystkiego, co przychodzi później.
Recenzja Strange New Worlds na YT
Obejrzyjcie naszą recenzję tego odcinka Strange New Worlds i dajcie znać, jak wy oceniacie Jutro i jutro i jutro. Lubicie takie budżetowe odcinki Star Treka z podróżą na Ziemię, czy jednak wolicie, kiedy Enterprise zostaje tam, gdzie jego miejsce?
