
Przedostatni odcinek Stuart nie ratuje wszechświata zaczyna się od pomysłu, który naprawdę powinien zadziałać. Bohaterowie trafiają do komiksowego świata. Dla Stuarta i Denise to wręcz idealne środowisko, bo wreszcie ich wiedza może mieć znaczenie. Przez chwilę wygląda nawet, jakby twórcy znaleźli właściwy kierunek.
Niestety tylko przez chwilę. W naszej recenzji sprawdzamy, dlaczego odcinek Zielona Latarnia odmówił ma jeden z lepszych pomysłów całego sezonu, a mimo to znowu zostawia przede wszystkim poczucie niewykorzystanego potencjału.
Komiksowy świat powinien być stworzony dla Stuarta
Stuart od początku sezonu ma problem z byciem głównym bohaterem własnej historii. Często stoi obok wydarzeń i zbyt rzadko dostaje okazję, żeby naprawdę wykorzystać swoje zainteresowania. Dziewiąty odcinek wreszcie daje mu taką możliwość.
Komiksy są przecież częścią życia Stuarta. Na nich zbudowana była też jego relacja z Denise jeszcze w The Big Bang Theory. Dlatego początek odcinka daje nadzieję. Bohaterowie trafiają dokładnie tam, gdzie Stuart powinien czuć się jak ryba w wodzie.
Tyle że serial bardzo szybko porzuca własny pomysł.
Dobry pomysł. I właściwie tyle
To problem, który przewija się przez cały sezon. Twórcy potrafią wymyślić ciekawe uniwersum, ale znacznie gorzej idzie im rozwinięcie go w pełną historię.
Tutaj początkowo naprawdę jesteśmy w komiksie. Bohaterowie wyglądają jak narysowani, pojawiają się elementy komiksowej narracji i przez chwilę forma faktycznie odróżnia ten świat od poprzednich. Potem praktycznie wszystko znika.
Świat zaczyna wyglądać jak kolejne zwykłe alternatywne uniwersum. Komiksowa konwencja przestaje mieć większe znaczenie. I właśnie dlatego ten odcinek tak dobrze pokazuje problem całego serialu: pomysł jest, rozwinięcia już brakuje.
Krótki odcinek nie tłumaczy wszystkiego
Stuart nie ratuje wszechświata ma krótkie odcinki. To jednak nie powinno być wymówką. Dobre sitcomy potrafią zamknąć pełną historię w około dwudziestu minutach, a Rick i Morty wielokrotnie pokazywał, ile można zrobić w podobnym czasie.
Tutaj problemem nie jest długość, tylko sposób rozłożenia akcentów. Niektóre sceny ciągną się za długo, a inne pomysły dostają kilka sekund, choć spokojnie mogłyby nieść cały epizod. W efekcie historia znowu sprawia wrażenie zrobionej po łebkach.
Przed finałem nadal brakuje odpowiedzi
To już dziewiąty odcinek. Do końca sezonu został tylko jeden, a dopiero teraz pojawia się coś, co może być większym przeciwnikiem albo elementem prowadzącym do finału.
Nadal nie wiadomo jednak, jak wiele wcześniejszych wydarzeń ma się ze sobą połączyć. To właśnie budzi nasze największe obawy. Ostatni odcinek musi domknąć historię i powinien też nadać sens temu, co oglądaliśmy wcześniej.
Do tego dochodzi pytanie o największe nazwiska z The Big Bang Theory. Czy zobaczymy Sheldona, Leonarda albo Howarda? W naszej rozmowie nie jesteśmy nawet zgodni, czy warto jeszcze na to liczyć.
Jeden z lepszych odcinków sezonu. Niestety
Paradoks polega na tym, że „Zielona Latarnia odmówił” jest jednym z lepszych odcinków Stuart nie ratuje wszechświata. Nie dlatego, że nagle wszystko zaczyna działać. Po prostu tym razem sam punkt wyjścia jest ciekawszy.
Stuart dostaje świat pasujący do swojej postaci, historia ma wyraźniejszy cel, a przez chwilę pojawia się nawet chemia między nim a Denise, której wcześniej bardzo brakowało. Problem w tym, że poprzeczka po poprzednich odcinkach nie wisi szczególnie wysoko.
Dlatego zamiast satysfakcji znowu zostaje pytanie, ile można było z tego zrobić, gdyby twórcy mocniej dopracowali scenariusz.
Recenzja Stuart nie ratuje wszechświata odcinek 9 w Geekosferze
W naszej recenzji przedostatniego odcinka rozmawiamy właśnie o tym niewykorzystanym potencjale. Komiksowy świat miał wszystko, żeby wreszcie postawić Stuarta w centrum wydarzeń. Pomysł był dobry. Fundament też. Zabrakło rozwinięcia.
Teraz został już tylko finał. Po dziewięciu odcinkach bardziej niż na kolejne cameo czekamy na odpowiedź na jedno pytanie: czy twórcy naprawdę mieli plan na cały ten sezon?
Obejrzyjcie naszą recenzję i dajcie znać, czy „Zielona Latarnia odmówił” też jest dla was jednym z lepszych odcinków Stuarta, czy po dziewięciu tygodniach poprzeczka po prostu leży już bardzo nisko.
