
Wrzesień oznacza kolejny przystanek w naszym filmowym świętowaniu 60-lecia Star Treka. Tym razem docieramy do dziewiątego filmu, czyli Star Trek: Rebelia. To produkcja, która od lat zajmuje dość niewdzięczne miejsce w historii kinowych przygód załogi The Next Generation.
Star Trek: Rebelia pojawiła się bezpośrednio po bardzo dobrze przyjętym Pierwszym Kontakcie. Zamiast jednak próbować przebić Borga większą skalą, twórcy gwałtownie skręcili w przeciwną stronę. Dostaliśmy znacznie spokojniejszą historię, która momentami wygląda bardziej jak rozbudowany odcinek TNG niż pełnoprawne kino.
I właśnie to jest dla nas jednocześnie największym problemem oraz jednym z największych uroków tego filmu.
Rebelia mogła być zupełnie innym filmem
W naszej recenzji wracamy do wcześniejszych pomysłów na dziewiąty film Star Treka. Punktem wyjścia miało być między innymi Jądro ciemności Josepha Conrada. Picard miał mierzyć się z Romulanami, a historia miała być znacznie cięższa i bardziej emocjonalna.
Ostatecznie producenci zdecydowali się jednak na dużo lżejszy kierunek. Po kilku bardziej mrocznych filmach chcieli czegoś spokojniejszego. Problem polega na tym, że Rebelia czasami sprawia wrażenie produkcji stojącej pomiędzy kilkoma różnymi pomysłami.
Najbardziej dynamiczną rzeczą w filmie bywa wręcz jego tytuł.
Wojna z Dominium mogła zmienić wszystko
Największy problem scenariusza widzimy w kontekście czasu, w którym rozgrywa się historia. Federacja znajduje się wtedy w środku wojny z Dominium. To powinno mieć ogromne znaczenie dla decyzji podejmowanych przez jej przedstawicieli.
Ba’ku zamieszkują planetę posiadającą wyjątkowe właściwości lecznicze. Federacja chce przesiedlić kilkuset mieszkańców, aby wykorzystać jej potencjał. Picard uznaje jednak, że takie działanie łamie podstawowe wartości Gwiezdnej Floty.
To klasyczny materiał na bardzo dobry dylemat Star Treka. Właśnie dlatego szkoda, że film nie wykorzystuje go mocniej. Gdyby scenariusz wyraźniej pokazał, że zdobycie tej technologii może pomóc miliardom ludzi podczas wojny, konflikt Picarda z Federacją stałby się znacznie trudniejszy.
W filmie odpowiedź pojawia się zdecydowanie zbyt szybko.
Jonathan Frakes nadal doskonale rozumie tę załogę
Rebelia ma jednak ogromną zaletę. Jonathan Frakes świetnie wie, jak prowadzić bohaterów The Next Generation.
W naszej recenzji mocno wracamy do relacji pomiędzy członkami załogi. Riker i Troi ponownie zaczynają się do siebie zbliżać. Geordi dostaje piękną scenę, w której po raz pierwszy może zobaczyć wschód słońca własnymi oczami. Data ponownie dostaje trochę miejsca na humor.
To właśnie w takich momentach Rebelia działa najlepiej.
Po latach film zaczął nam też przypominać pewnego rodzaju kinowe pożegnanie z tą wersją załogi. W Nemesis atmosfera będzie już inna. Tutaj bohaterowie nadal są razem i po prostu dobrze czują się w swoim towarzystwie.
Frakes potrafi to pokazać.
Dobry Star Trek, ale czy dobry film kinowy?
Problem wraca wtedy, gdy Rebelia próbuje przypomnieć sobie, że jest produkcją kinową. Spokojna historia nagle potrzebuje obowiązkowej wielkiej potyczki. Tempo przyspiesza, pojawiają się lasery i finał, który w naszej rozmowie mocno kojarzy nam się z Pokoleniami.
Nie wszystko pasuje do siebie równie dobrze.
Film przez sporą część czasu jest spokojny i niemal melancholijny. Chwilę później próbuje być klasycznym widowiskiem. Widać tu ślady wielokrotnego przepisywania scenariusza i szukania właściwego tonu.
Właśnie dlatego Rebelia tak łatwo wymyka się prostej ocenie.
Star Trek: Rebelia po latach
Co ciekawe, podczas obecnego seansu obaj odebraliśmy ten film lepiej niż kiedyś. Nie oznacza to nagłego odkrycia zapomnianego arcydzieła. Problemy ze scenariuszem i tempem nadal są bardzo widoczne.
Zmieniło się coś innego.
Znacznie mocniej doceniamy dziś ciepło tego filmu. Relacje pomiędzy bohaterami działają świetnie. Muzyka Jerry’ego Goldsmitha dobrze pasuje do spokojniejszego tonu, a efekty specjalne nadal potrafią wyglądać zaskakująco dobrze.
Być może Rebelia nigdy nie była filmem, który miał konkurować skalą z Pierwszym Kontaktem. Jest raczej kameralną historią TNG, która przypadkiem dostała kinowy metraż.
I właśnie o tym rozmawiamy w naszej najnowszej recenzji.
Obejrzyjcie materiał i dajcie znać, jak Rebelia działa na was po latach. Nadal widzicie w niej jeden z najsłabszych filmów TNG, czy z czasem zaczęliście patrzeć na nią trochę łagodniej?
