
Zima dociera na Alternatywy 4. W normalnym świecie oznaczałoby to uruchomienie ogrzewania. U Barei oznacza przede wszystkim okazję do sprawdzenia, ile procent ciepła można stracić, zanim matematyka oficjalnie przestanie mieć znaczenie.
Piąty odcinek Alternatyw 4 nosi tytuł 20-ty stopień zasilania. To jeden z tych epizodów, w których sam absurd sytuacji wystarczyłby spokojnie na komedię. Bareja dokłada jednak do niego coś więcej. Pokazuje mechanizm systemu, ludzi próbujących sobie z nim poradzić i Stanisława Anioła, który coraz lepiej rozumie, jaką władzę chce mieć nad swoim blokiem.
Tu jest cywilizacja
Jedna z najbardziej rozpoznawalnych scen odcinka zaczyna się bardzo prosto. Balcerkowie marzną. Ogrzewanie gazowe przestaje działać, a Zofia Balcerkowa przypomina, że w starym mieszkaniu takich problemów nie było.
Tutaj przecież jest cywilizacja.
W tym jednym zdaniu Bareja zamyka sporą część absurdu całego serialu. Nowe osiedle miało oznaczać awans i wygodniejsze życie. Tymczasem nowoczesność bardzo szybko okazuje się czymś, co świetnie prezentuje się w planach i sprawozdaniach.
Z rzeczywistością bywa gorzej.
Jak stracić 150 procent ciepła
Jeszcze lepiej działa rozmowa w elektrociepłowni. Węgiel trzeba było oddać, jeden kocioł przestaje pracować, a przy analizie strat zaczyna się prawdziwa ekonomia Barei.
Połowa ciepła znika w sieci. Kolejna przez niedokończone budynki. Następna ogrzewa puste mieszkania. Razem wychodzi 150 procent.
W naszej recenzji wracamy do tej sceny nie tylko dlatego, że jest bardzo zabawna. To idealny przykład systemu, który produkuje absurd, a potem traktuje go całkowicie poważnie.
Rozwiązanie problemu również jest proste. Skoro ciepło się marnuje, trzeba je wyłączyć.
Mieszkańcy poradzą sobie sami
I tutaj zaczyna działać drugi ważny temat odcinka. System zawodzi, więc mieszkańcy kombinują.
Szukają węgla. Znajdują starą lokomotywę. Wymyślają własny sposób na ogrzanie budynku. Nikt nie czeka, aż oficjalna struktura rozwiąże problem.
W naszej rozmowie mocno podkreślamy, że Bareja pokazuje tutaj coś bardzo charakterystycznego. Kiedy państwo nie działało, ludzie bardzo często musieli działać sami. Trzeba było usiąść, pokombinować i znaleźć rozwiązanie.
Najlepszy jest oczywiście Anioł. Najpierw oburza się na łamanie przepisów, a kiedy pomysł okazuje się skuteczny, natychmiast potrafi przedstawić go jako własną inicjatywę.

Bareja i kod, który po latach wymaga tłumaczenia
20-ty stopień zasilania jest też dobrym przykładem tego, jak bardzo Alternatywy 4 były zanurzone w rzeczywistości swoich czasów. Część dialogów nadal śmieszy bez żadnej wiedzy o PRL-u. Inne dostają dodatkową warstwę dopiero wtedy, gdy zna się historyczny kontekst.
Rozmowy o komitetach, profesorach, zwolnieniach lekarskich czy stosunkach obywatela z milicją znaczą znacznie więcej, kiedy wiadomo, do czego Bareja nawiązywał.
W naszym materiale zatrzymujemy się przy kilku takich momentach. Nie po to, żeby robić wykład z historii PRL-u. Chcemy raczej pokazać, dlaczego niektóre zdania dla widza z lat 80. miały dodatkowy poziom, który dzisiaj łatwo przeoczyć.
Dotyczy to również scen, które współczesny widz może odbierać zupełnie inaczej niż publiczność w momencie powstawania serialu. Przy pojawieniu się Abrahama Lincolna rozmawiamy właśnie o tym, jak mocno zmieniła się przez cztery dekady wrażliwość i sposób patrzenia na podobne zabiegi ekranowe.
Milkgate i Bareja w czystej postaci
W tym samym odcinku Furman rozpoczyna śledztwo w sprawie znikającego mleka. Sam sposób zastawienia pułapki jest już wystarczająco absurdalny, ale Bareja nie zatrzymuje się na samym żarcie.
Po chwili niemal cały blok bierze udział w dochodzeniu. Pojawiają się oględziny, analizy i atmosfera rodem z poważnej sprawy kryminalnej. Wszystko po to, żeby ustalić, kto wypił mleko.
To właśnie takie sceny lubimy w Alternatywach 4 najbardziej. Historia może skręcić kompletnie w bok, a kilka minut później człowiek orientuje się, że ogląda coś, co pamięta przez następne czterdzieści lat.
Anioł odkrywa prawdziwy problem
Najważniejszy dla dalszej historii moment pojawia się jednak przy czynie społecznym. Anioł chce zmobilizować mieszkańców do pracy. Lokatorzy nie są szczególnie zainteresowani wykonywaniem jego poleceń. Co gorsza, zaczynają mu się stawiać razem.
I właśnie wtedy Anioł zaczyna rozumieć, że nie wystarczy wydawać rozkazy. Mieszkańcy traktują go bardziej jak uciążliwego ciecia niż prawdziwą władzę. Jeżeli chce przejąć kontrolę nad blokiem, musi najpierw coś zrobić z ich solidarnością.
W naszej recenzji właśnie ten moment uznajemy za ważny krok w rozwoju Anioła. Zabawa z gospodarzem domu zaczyna powoli zmieniać się w coś znacznie ciekawszego.

20-ty stopień zasilania w recenzji Geekosfery
Piąty odcinek pokazuje, że wszystkie elementy ustawiane wcześniej przez Bareję zaczynają ze sobą naprawdę pracować. Blok już żyje. Mieszkańcy mają własne interesy i konflikty. Anioł coraz śmielej próbuje nimi sterować.
A do tego dochodzą dialogi, które nadal potrafią rozwalić po tylu latach.
Obejrzyjcie naszą recenzję Alternatywy 4 odcinek 5 i dajcie znać, co najbardziej pamiętacie z 20-tego stopnia zasilania. Tu jest cywilizacja czy 150 procent ciepła w cholerę?
