Rick i Morty dotarł do finału siódmego sezonu. Odcinek powyżej przeciętnej tej serii, znów z niezłym pomysłem ale wciąż brakuje w nim pazura.
Rick i Morty, sezon 7, odcinek 10 – Bez Mortwogi w sercu – recenzja


Rick i Morty dotarł do finału siódmego sezonu. Odcinek powyżej przeciętnej tej serii, znów z niezłym pomysłem ale wciąż brakuje w nim pazura.

Rick i Morty w siódmym sezonie serwuje nam przeważnie odcinki średnie. Nie inaczej jest i tym razem, choć potencjał na doskonały odcinek w scenariuszu był.

Rick i Morty tym razem zaskakuje mocno oderwaną od głównej fabuły historią, która nawiązuje do odcinka, w którym poznaliśmy prawdziwe oblicze rapera Ice-T

Rick i Morty nareszcie zabiera nas na klasyczną swoją przygodę i to na dodatek mocno nawiązującą do klasycznego Total Recall lub Pamięci Absolutnej jak kto woli.

Rick i Morty tym razem zapraszają nas na kolejny odcinek z wideoklipami. Bez kosmicznej kablówki i fiolek ze wspomnieniami, ale za to z Obserwatorami. 🙂

Rick i Morty raczy nas tym razem kluczowym dla fabuły serialu odcinkiem. Dośc powiedzieć, że w jednym epizodzie spotykają się z Evil Morty i Rick Prime.

Rick i Morty nareszcie nieco bardziej skupia się na wspólnej przygodzie dwóch bohaterów. A wszystko zaczyna się od pysznego spaghetti Ricka…

RIck i Morty mocno bije w nostalgiczną nutę w tym sezonie. Tym razem powracamy do trojga starych dobrych znajomych: Prezydenta USA, psychiatry dr Wong i Unity.

Rick i Morty tym razem bardziej rodzinnie i z bardzo ciekawą koncepcją. Dość powiedzieć że mafia kosmiczna nie spodziewała się tego co zobaczyła.

Rick i Morty powraca z siódmym sezonem, nowym głosami głównych bohaterów i w przypadku tego odcinka predatorem oraz Hugh Jackmanem 😀